Zielona Małpa: Eksmisja

środa, 28 października 2015

Eksmisja

Od początku października mamy w mieszkaniu pewien problem, o którym zwykle nie chce mówić się głośno. A problemem tym są karaluchy.

Gdzieś w pierwszym tygodniu wyczyściliśmy kuchnię na picuś glancuś, właściciel mieszkania dodatkowo odsunął szafki (sami nie chcieliśmy tego robić, ponieważ, gdyby coś się stało z meblami, musielibyśmy płacić) i mogliśmy posprzątać również po poprzednich lokatorach, którzy zostawili po sobie nawet serki pod szafką. Żadnego gniazda, ani willi nie znaleźliśmy. Tępiliśmy karaluchy sprayem przez ponad tydzień, jednak skubańce nadal przychodziły. Prawdopodobnie od sąsiadów przez kanały wentylacyjne.



Karaluchy to niezwykle ohydne robale. Szczególnie, kiedy wyobrazisz sobie, że biegają po Twoim jedzeniu i śmieją z Twojej diety. "Haha! Biały cukier! Laaamus." A potem jeszcze śmieją Ci się w twarz... na Twojej twarzy! Tup tup tup z noska na uszko.

Postanowiliśmy, że trzeba się pozbyć niechcianych lokatorów, którzy do czynszu się nie dorzucają. Chamstwo i tyle!

Akurat we wtorek ktoś zadzwonił do drzwi. Who you gonna call? Ghostbusters! Panowie od dezynsekcji zaproponowali wykonanie eksmisji tych robali. Następnego dnia wykonali pierwszy etap.

We wtorek wieczorem trzeba było zabezpieczyć jedzenie i naczynia przed szkodliwym paskudztwem. Biegałam więc z kuchni do pokoju i z pokoju do kuchni przenosząc kolejne worki z żywnością. Jak pomoc dla ubogich. Spakowałam wszystko do reklamówek i zakleiłam taśmą. Rano dodatkowo włożyłam wszystko pod kołdrę. Zioła wystawiłam na balkon (jedzenie się nie zmieściło, a ziół nie udałoby się włożyć pod pościel, bo miałabym od razu zmielone), aby nie umarły od trucizny. 

Sam środek na karararaluchy nie jest jakoś wyjątkowo szkodliwy dla ludzi, ale lepiej być ostrożnym. Zdrowie w końcu najważniejsze.

W listopadzie i grudniu czekają nas jeszcze kolejne dwa etapy, gdyż trzeba robalom aż trzy razy zafundować odlot, aby się spakowały i wyniosły. Nie chcemy mieszkać z kolejnymi pokoleniami.

Jak się skończy ta historia? Zobaczymy.

Pozdrawiam,
Zielona Małpa