Zielona Małpa: Strach w mieście miłości

niedziela, 15 listopada 2015

Strach w mieście miłości

Mam wrażenie, że ten świat wariuje.
W piątek zginęło w Paryżu ponad 150 osób. Dla nich piątek 13. okazał się nie tyle pechowy, co wręcz tragiczny.

Na początku był szok. Zamach? Terroryści? W Paryżu? Wszystko to na facebooku. Sprawdziłam na kilku stronach informacyjnych i potwierdziłam, że to się rzeczywiście stało. Jeszcze większy szok. Zginęło 60 osób. Potem aktualizacja - nie żyje prawie 140 osób. Wreszcie w sobotę informacja o 153 ofiarach zamachów.
Miasto miłości zamieniło się w miasto żałoby i strachu.
Nagle, wzorem czerwcowej fali tęczowych zdjęć profilowych, facebook wprowadził możliwość nałożenia na swoje zdjęcie filtru z francuską flagą. Oczywiście pięć minut później pojawiły się pierwsze kpiny na kwejku i komentarze typu: "11. listopada nie ustawiłeś sobie biało-czerwonej flagi! A trzy dni później masz francuską! Jesteś nie-Polakiem!" ale z wyborną łaciną i kilkoma błędami ortograficznymi.
Są dzieciaki, które ustawiły flagę, bo to modne. Ale nie wiedzą, dlaczego.
Niektórzy Amerykanie pytają, co stało się Paris Hilton, bo zauważyli hashtagi #PrayForParis. Życzą jej szybkiego powrotu do zdrowia.
Pojawiło się pełno wypowiedzi, w których autorzy wyrażają swoją nienawiść albo do uchodźców, albo do francuskich muzułmanów, albo do grup przeciwnych muzułmanom, w zależności od własnych poglądów i tolerancji. Pod wypowiedziami oczywiście pełno komentarzy, w których pełno wyrazów nienawiści, bądź uznania dla autora. I przekleństw.
Pełno rozważań o tym, czy Unia Europejska upadnie przez napływ Syryjczyków, czy Merkel zabiła Unię, czy Orban miał rację, czy Szczuka jest ignorantką, czy to wina Tuska?
Ludzie zastanawiają się, czy to zamach zaplanowany przez uchodźców? A może przez muzułmanów, którzy od lat przesycają społeczeństwo francuskie? A może przez jakąś organizację, która chce stworzyć obraz złych i agresywnych uchodźców - gdzie oni nie mieli żadnego wpływu?

Trudno jest się w tej sytuacji ogarnąć. Tyle informacji, tyle punktów widzenia, ile miejsc siedzenia.

Że w końcu zapomina się o ofiarach. I ich rodzinach.