Zielona Małpa: Seriale lat 90. moimi oczami

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Seriale lat 90. moimi oczami

Uwielbiam seriale lat 90. Wśród moich ulubieńców znajduje się Z archiwum X, Przyjaciele, Buffy - postrach wampirów, i Organizacja Śmierci, czyli Millennium (które dopiero zaczęłam). W planach pojawił się też serial Diagnoza: Morderstwo, który nie jest zbytnio znany, ale dam mu szansę po obejrzeniu filmu o tym tytule, kiedy skończę już Millennium i Samotnych Strzelców, którzy nie łapią się już na lata 90., ale są spin-offem Z archiwum X, więc jest to dla mnie serial, który koniecznie muszę obejrzeć.


Ogromnie pozytywną wiadomością był dla mnie fakt, że Z archiwum X powraca już w styczniu! Nie w pełnym wymiarze, bo tylko na 6 odcinków, ale z Davidem Duchownym i Gillian Anderson! Jestem pewna, że będę z nich bardzo zadowolona, tym bardziej, że reżyserem będzie Chris Carter, oryginalny twórca tego wspaniałego serialu.

Uwielbiam klimat tych seriali. Muzyka gra tylko w najistotniejszych momentach, buduje napięcie. Wywołuje emocje, nie przyćmiewając emocji aktorów. Wiolonczela, trójkąt, kontrabas w odpowiednim momencie - i mamy dreszczyk od stóp do głów. Teraz często muzyka stymuluje nasze odczucia bardziej niż dana scena w czystej postaci.

Mam też wrażenie, że postaci są bardziej realne - mam na myśli poważne seriale, nie komedie, bo w komediach zazwyczaj wszystko jest przerysowane - od postaci, po wystrój. Nie ma tam idealnie pięknych kobiet, które mają na sobie pół tony makijażu, no chyba, że akcja przenosi się do burdelu, przez co ja nie mam takich kompleksów, jak podczas oglądania chociażby Słodkich kłamstewek, w których nie dość, że nie widać ani jednego pryszcza w całym serialu, to dziewczyny już bardziej idealne być nie mogły. Taki szczegół potrafi naprawdę zmienić podejście do każdego z odcinków. A w rzeczywistości tak idealne dziewczyny są niezwykłą rzadkością.

Cechą seriali lat dziewięćdziesiątych jest formuła story of the week. Polega na tym, że każdy odcinek opowiada odrębną historię, a w trakcie sezonu pojawia się jakiś wątek główny. Było to kiedyś istotne, aby przyciągnąć widzów. Internet był wtedy w powijakach, a poza tym nikt nie oglądał wtedy seriali za jego pomocą. Kiedy trafiało się na odcinek stanowiący w całości odrębną historię, którą dało się szybko zrozumieć, oglądało się go. Tydzień później, być może, obejrzało się kolejny odcinek i potem kolejny i kolejny. W ten sposób seriale zdobywały popularność. Obecnie większość seriali odeszła od tej formuły, a serial jest często formą filmu w odcinkach.

Formuła story of the week jest bardzo przeze mnie lubiana, gdyż pozwala mi oglądać odcinki w długich odstępach czasu bez straty dla znajomości fabuły. Właściwie oglądam głównie takie seriale. Jedynym chyba, który wyłamuje się z ten konwencji, jest serial Słodkie kłamstewka, który chyba przestanę oglądać, jeżeli nowy sezon zacznie się słabo.

A czy Wy oglądacie, lub oglądaliście kiedyś jakieś z wymienionych seriali lat 90.? A może jakieś inne? Chętnie dowiem się o innych seriach, które być może pominęłam, albo mnie nie zainteresowały.

Pozdrawiam,
Zielona Małpa