Zielona Małpa: Randka z Bondem - Doktor No (1962)

sobota, 23 stycznia 2016

Randka z Bondem - Doktor No (1962)

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami małą recenzją na temat pierwszego filmu z serii o agencie Jamesie Bondzie.




Doktor No
James Bond - Sean Connery
Dziewczyna Bonda - Ursula Andress
Miejsce akcji: Jamajka, Wielka Brytania
Reżyser: Terence Young
Rok produkcji: 1962
Broń: Beretta M1934, Walther PPK, Walther Olympia
Samochód: Sunbeam Alpine
Gadżety: brak



Wyróżnijmy kilka stałych (albo prawie stałych) elementów, które powtarzają się w poszczególnych filmach:
Sekwencja początkowa (scena, w której James Bond idzie, a my widzimy go z wnętrza gwintowanej lufy pistoletu, James Bond odwraca się w naszym kierunku, strzela i ekran zostaje zalany krwią)
Sekwencja przedtytułowa (kilkuminutowa scena, w której nasz agent kończy poprzednią misję)
Zwroty:
  • Nazywam się Bond. James Bond.
  • Martini z wódką. Wstrząśnięte, nie mieszane.
Przedstawienie gadżetów (Q pokazuje Bondowi najnowsze wynalazki szpiegowskie (które każdy chciałby mieć, przyznajcie się) i demonstruje ich możliwości)
James Bond powróci w... - tekst, który pojawia się na końcu filmu. Najczęściej podany jest tytuł kolejnego planowanego filmu.

A więc:
Sekwencja początkowa - pojawia się w tym filmie po raz pierwszy. Jak widać cieszyła się powodzeniem, ponieważ do dziś jest jednym z najbardziej kojarzących się z agentem 007 elementów
Sekwencja przedtytułowa - nie pojawia się w Doktorze No
Zwroty:
  • Nazywam się Bond. James Bond. - Pojawia się. Prawdopodobnie nasz agent zainspirował się sposobem, w jaki przedstawiła się przy stole pokerowym Sylvia Trench: 
- I admire your courage Miss? 
- Trench. Sylvia Trench. I admire your luck, Mister? 
- Bond. James Bond
  • Martini z wódką. Wstrząśnięte, nie mieszane. - James wypowiada tę kwestię.
Przedstawienie gadżetów - w pierwszym filmie o moim ulubionym agencie nie było niestety żadnych ultranowoczesnych gadżetów, ani nie pojawił się Q (zamiast niego był bezimienny mężczyzna).
James Bond powróci w... - napis nie pojawił się. Być może na początku nie spodziewano się takiego sukcesu i dlatego nie zaplanowano kolejnych filmów.

Co do filmu, to można ogólnie powiedzieć, że jest on raczej nudny. Przez znaczną część filmu James Bond po prostu świetnie wygląda.
Na samym początku jest scena, w której zostaje postrzelony telegrafista. Moją uwagę zwróciła tu głównie pomarańczowa krew. Kałuża pomarańczowej krwi. Dziś wydaje się nam to może śmieszne, bo scenarzyści prześcigają się w pomysłach na jak najbardziej realną krew, wtedy jednak często wystarczał jakikolwiek czerwony płyn.
Na plus przemawia tu dziewczyna Bonda, Honey, kobieta wysoka, szczupła i piękna, mimo dość szerokich ramion. Z lekko obcym akcentem i nieufnym uśmiechem zdobyła moją sympatię.
Sam przeciwnik Bonda - Doktor Julius No - jest w połowie Niemcem, a w połowie Japończykiem. Jest człowiek bezwzględny i bez uczuć. Został świetnie ucharakteryzowany na półjapończyka będąc kanadyjskim aktorem. Doktor wspomina o WIDMIE, czyli SPECTRE, organizacji terrorystycznej, dla której pracuje. Jest to ta sama organizacja, od której wziął tytuł najnowszy film o moim ulubionym agencie.
Samego 007 było w tym filmie mało. Nie chodzi mi o jego obecność na ekranie, ale o jego charyzmę, zachowanie w niektórych sytuacjach oraz sposób walki i przebiegłość. Myślę, że ta postać w dużym stopniu rozwinęła się w kolejnych filmach.

Film polecam, nie będę się bawić w ocenianie, gdyż za każdym razem skala, choć taka sama, wydaje mi się inna i dawanie stosunkowo obiektywnych ocen wydaje mi się niemal niemożliwe.

Pozdrawiam,
Zielona Małpa