Zielona Małpa: Walentynki - tak czy nie?

sobota, 13 lutego 2016

Walentynki - tak czy nie?

Jutro Walentynki. Jeden z najbardziej ukochanych i jednocześnie znienawidzonych dni w roku. Która postawa jest bardziej poprawna?
Nie lubię mówić ludziom co mają myśleć (chyba, że chodzi o mój ulubiony serial), dlatego jest mi obojętne, jakie kto ma podejście do Walentynek. Mogę za to napisać, jak zmieniało się moje podejście na przestrzeni lat.

Podstawówka
W szkole podstawowej Walentynki były dniem w roku, kiedy to wysyłało się karteczki najfajniejszym kolegom z klasy, a czasem również koleżankom, żeby nabić im ilość otrzymanych karteczek. Poczta walentynkowa przetrwała aż do liceum, ale wtedy mało kto się w to jeszcze bawił.
Z okazji walentynek zawsze była przygotowana gazetka szkolna i klasowa, co często spadało na mnie.

Gimnazjum
W gimnazjum przeżyłam pierwsze "poważne" zauroczenia, więc status Walentynek, jako "święta zakochanych" znacznie się zmienił. Wtedy wysyłałam kartkę walentynkową tylko jednemu chłopakowi, temu, na punkcie którego akurat miałam bzika. Przez trzy lata takich chłopaków było dwóch. Wtedy te karteczki wydawały się strasznie ważne, jakby miały pomóc w poderwaniu sympatii. Ale to był ten urok pierwszych zauroczeń, do którego chętnie czasem bym wróciła.


Pierwsza klasa liceum
W wakacje po gimnazjum poznałam mojego pierwszego chłopaka, w ciągu niecałego miesiąca zostaliśmy parą. Z tego powodu już w styczniu nie mogłam doczekać się pierwszych walentynek, które miałam spędzić z moim chłopakiem. Niestety, okazał się on straszną świnią, Walentynki spędziłam sama w domu, bo on o nich zapomniał i spotkał się z kolegami. To sprawiło, że Walentynki zaczęły kojarzyć mi się z odrzuceniem i na kolejne nie czekałam już z taką niecierpliwością.
Kilka miesięcy później zerwał ze mną, a ja mogłam rozpocząć kolejny etap.

Reszta liceum
Kiedy dojeżdżałam do liceum szynobusem, często widywałam pewnego chłopaka, który często na mnie patrzył. Zaprzyjaźniliśmy się, a potem, jakiś czas po tym, jak poprzedni chłopak ze mną zerwał, postanowiliśmy dać sobie szansę. Przez poprzednie doświadczenia nie oczekiwałam od Walentynek nic dobrego. Wtedy też zaczęłam nazywać je komerchą i bezsensem. Dlatego byłam mile zaskoczona, gdy dostałam wtedy kwiatka i prezent. Niestety, po skończeniu przeze mnie liceum wszystko się popsuło i rozeszliśmy się. Na szczęście w pokoju.

Studia
Na pierwszy roku studiów poznałam chłopaka, z którym jestem do dziś. Nawet zaraz do mnie wpadnie, więc muszę się trochę spieszyć z pisaniem, żeby dzisiaj wstawić notkę.
Wadą Walentynek jest data - 14. lutego. Dlaczego? A dlatego, że wtedy zawsze jest na mojej uczelni przerwa międzysemestralna i wszyscy (lub prawie wszyscy jadą do domu). Poprzednie doświadczenia z Walentynkami nauczyły mnie, że w zależności od tego, w jakiej sytuacji się w danym roku znajdujemy, mamy do tego dnia różne podejście. Jednocześnie to, jak je spędzimy nie zawsze jest o końca zależne od nas. Dlatego obecnie Walentynki są mi dość obojętne. Nie czuję potrzeby ich obchodzenia, ani ich nienawidzenia. Teoretycznie jutrzejsze Walentynki mogłyby być pierwszymi, które spędziłabym "należycie", ale jakoś ostatnio tyle czasu spędziliśmy z chłopakiem, że byłby to po prostu kolejny udany wieczór. Zobaczymy jutro. Z takich "romantycznych" rzeczy, to byliśmy w tym tygodniu dwa razy w kinie, więc można powiedzieć, że Walentynki zaliczyliśmy już wcześniej.

A jakie jest wasze podejście do Walentynek? Macie jakieś plany?

Pozdrawiam,
Zielona Małpa