Zielona Małpa: Moje tradycje w Wielkim Tygodniu

środa, 23 marca 2016

Moje tradycje w Wielkim Tygodniu

Jako dziecko bardzo ściśle obchodziłam Wielkanoc i poprzedzający ją Wielki Tydzień. Wszystko zaczynało się mszą w Niedzielę Palmową. Obowiązkowo z baziami.
W gimnazjum uczestniczyłam w szkolnym kółku różańcowym. Katechetka, która prowadziła to koło, stwierdziła, że trzeba zrobić coś dobrego dla świata. Jej pomysłem była DUCHOWA ADOPCJA. Polega ona na przekazaniu pewnej kwoty pieniędzy na rzecz edukacji i pożywienia dla dziecka z Afryki. W celu zebrania odpowiedniej kwoty sprzedawaliśmy wiązanki palmowe przed mszą świętą. W ten sposób udało nam się zebrać tyle pieniędzy, że starczyło na duchowe zaadoptowanie czwórki dzieciaczków. Od tamtej pory gimnazjaliści (i dzieci z podstawówki również) co rok zbierają w ten sposób środki na kontynuację tego dobrego uczynku.


Wielka Środa zawsze kojarzyć mi się będzie z ogniskiem. Otóż w moich okolicach zdradę Judasza obchodzi się w bardzo ciekawy sposób: każde gospodarstwo zbiera na kupkę drewno, papiery i wieczorem, po mszy świętej zaczyna się "fajcek", jak to nazywa się w mojej miejscowości. Ognisko wielkośrodowe ma kilka nazw: u mnie jest to ŻURU MURU, w wiosce obok PALENIE ŻURU, a jeszcze gdzieś indziej PALENIE JUDASZA, albo po prostu JUDASZA. Niestety ta tradycja powoli zanika, a często staje się dość ryzykowną okazją do upicia się przed świętami.

Wielki Czwartek kojarzy mi się najbardziej z MYCIEM STÓP... mojemu ojcu. Jako dzieci, po mszy świętej, wraz z bratem, z ogromną niechęcią zabieraliśmy się za tę tradycję. Mama napełniała miskę wodą, tata siadał na krześle i zanurzał swoje stopy w misce. Po chwili takiego mycia do miski wpadały pieniądze i w ten sposób właśnie obchodziłam Wielki Czwartek. Może się to wydawać dziwne i pewnie też trochę "ble", ale stało się to ogromną i nawet wyczekiwaną częścią obchodów Wielkiego Tygodnia.

Wielki Piątek i Sobota raczej nie wyróżniały się jakimiś wyjątkowymi zdarzeniami, poza wyciszeniem, nie oglądaniem telewizji, postem i tym podobnymi. No i standardowo w Wielką Sobotę trzeba było iść do kościoła ze święconką. U mnie było to od razu połączone z adoracją Najświętszego Sakramentu.

Te własne tradycje w połączeniu z nabożeństwami w kościele, sprawiały, że już przed świętami czuło się taką charakterystyczną atmosferę, która sprawiała, że człowiek się wyciszał i rzeczywiście odpoczywał mimo rąk pełnych roboty.

A jakie wielkotygodniowe tradycje obchodzicie Wy?

Życzę wszystkim udanych i radosnych Świąt Wielkanocnych w rodzinnej atmosferze, mokrego Dyngusa i całej masy pysznego jedzenia!


Pozdrawiam, 
Zielona Małpa

P.S. Zapraszam do polubienia mojego fanpejdża na Facebooku. Każde polubienie daje mi ogromną motywację i sprawia przyjemność.