Zielona Małpa: Juwenalia Politechniki Wrocławskiej 2016

wtorek, 17 maja 2016

Juwenalia Politechniki Wrocławskiej 2016

Juwenalia to taka część studenckiego życia, która zawsze wywołuje we mnie skrajne emocje. Lubię fakt, że można się dobrze i tanio pobawić i odstresować przed tygodniami pełnymi zaliczeń i kolokwiów. Uczelni zazwyczaj organizują sporo wydarzeń kulturalnych, tematycznych i informacyjnych, więc praktycznie każdy znajdzie coś dla siebie.



Poniedziałek

Śniadanie z Rektorem

Od kilku lat juwenalia politechniki rozpoczynają się spotkaniem władz uczelni ze studentami na Śniadaniu z Rektorem. Kiedyś to wydarzenie odbywało się w budynku C13, zwanym przez studentów serowcem. W momencie, kiedy wybudowano i udostępniono Strefę Kultury Studenckiej, impreza przeniosła się do tego właśnie budynku. Obecnie sala, w której Rektor rozpoczyna juwenalia służy na co dzień za stołówkę.

Śniadanie z Rektorem rozpoczynało się w tym roku o 9.00. Na miejsce przybyłam o 8.30 i zastałam co najmniej 300 osób czekających na otwarcie drzwi. Władze uczelni standardowo spóźniły się o niemal 20 minut. Po krótkim przemówieniu studenci ruszyli do walki. A było o co walczyć. Poza bułką, jabłkiem i sokiem można było załapać się na pamiątkowy kubek, który można dostać tylko podczas tego wydarzenia. Mogę pochwalić się już dwoma takimi kubeczkami - z 2014 roku i tegorocznego.

Przed rozpoczęciem bitwy o kubek było tyle miejsca, ile widać na powyższym zdjęciu. A tuż przed otwarciem "bramek" to miejsce zmniejszyło się do około dziesięciu procent.

Koncert Chóru i Big Bandu

Wieczorem wybrałam się z chłopakiem i znajomymi na koncert politechnicznego Big Bandu i Chóru pod znakiem Ameryki. Sam pomysł i wykonanie były ciekawe, natomiast wszyscy, łącznie z członkami chóru, narzekali na kiepskie nagłośnienie. Przede wszystkim wynikało to ze złego doboru mikrofonów, nie dostosowanych do śpiewania. Mimo wszystko oceniam koncert na plus. Trochę kultury nie zaszkodzi.

A po koncercie poszliśmy ze znajomymi napić się piwa i pogadać. Siedzieliśmy tak długo, że zaczęło się robić chłodno i rozeszliśmy się szczękając zębami.


Wtorek

Wtorek był maratonem, jak każdy inny wtorek w tym semestrze. Wykład o 9.15, pomiary do pracy magisterskiej o 10.30, spotkanie z przedstawicielami pewnej firmy chemicznej o 11.15, następnie szybki obiad, wykład o 13.15, bieg na zajęcia z języka hiszpańskiego o 15:15, zakupy na środowego grilla i na zakończenie tego maratonu Maraton Kina Czeskiego na dachu Strefy Kultury Studenckiej, organizowany przez DKF.


Maraton Kina Czeskiego

Szczerze mówiąc, po zakupach byłam już tak zmęczona, że nie miałam ochoty iść na nocne kino. W ostatniej chwili zebrałam siły i mimo średniego samopoczucia ubrałam się, zaopatrzyłam w koc i poszłam. Na miejscu każdy mógł poczęstować się babeczką - kopczykiem kreta z Krecikiem. Niestety było już trochę za ciemno na zrobienie ładnego i wyraźnego zdjęcia.


Pokazano dwa filmy: Guzikowcy i Pociągi pod specjalnym nadzorem.

Guzikowcy

Pierwszy z filmów nie zapowiadał się dobrze przez pierwszy kwadrans. Nie bardzo wiadomo było o co chodzi. Czarno-białe sceny przedstawiające Japończyków na przemian z Amerykanami w samolocie.
Okazało się, że jest to zlepek scen, które początkowo wydawały się ze sobą nie związane. W rzeczywistości całość okazał się czarną komedią, łącząca wiele wątków w jeden, niechronologiczny film.


Pociągi pod specjalnym nadzorem


Drugim filmem były Pociągi pod specjalnym nadzorem. Jedno z dzieł czeskiej kinematografii.
Przedstawiał on historię pewnego młodego chłopaka, który zaczął pracę na kolei, jak jego ojciec i dziadek. Miloš, główny bohater zmagał się z niemal wszystkimi problemami dorastania - pierwszą miłością, pierwszym razem, pierwszą pracą... Inni bohaterowie zmagali się z własną naturą, na przykład jeden z pracowników kolei podrywał każdą kobietę i niejednokrotnie miał z tego powodu problemy.
Film momentami nie trzymał się kupy (moim zdaniem) i był dość ciężki w odbiorze, pewnie głównie ze względu na późną godzinę.


Środa

Wielkie Grillowanie

Środa też była maratonem, ale nieco mniej intensywnym. Na osiedlu studenckim organizowane było Wielkie Grillowanie. Po zajęciach wybraliśmy się z małą grupą znajomych i znaleźliśmy prawdopodobnie ostatni wolny kawałek trawy do rozłożenia się. W ciągu godziny zeszło się kilkanaście osób, z których większości nie znałam i grillowaliśmy do północy. Standardowo znalazło się kilka bezpańskich kiełbasek, które trzeba było zjeść.

Czwartek

Pochód Juwenaliowy

Pochód Juwenaliowy zawsze jest moją ulubioną częścią Juwenaliów, głównie przez możliwość przebrania się. Na pierwszym roku byłam chirurgiem, potem budką telefoniczną a w zeszłym kowbojką.
W tym roku nie dałam rady nic skombinować, ponieważ cierpię na niedobór czasu wolnego, co pośrednio przekłada się na niezadowalającą frekwencję na blogu. Dlatego wybrałam się w standardowym ubraniu w nadziei pooglądania innych ciekawych przebrań.

Uważam, że tegoroczny pochód był słaby w porównaniu do poprzednich. Domyślam się, że powodów jest kilka:
  • moje ogromnie wygórowane oczekiwania, bo poprzednie pochody były wspaniałe
  • widziałam już sporo ciekawych przebrań i te wydawały mi się już mało oryginalne
  • przyzwyczaiłam się do tego szumu i łubu dubu
  • rzeczywiście był to słabszy pochód.

W efekcie nie ma to dużego znaczenia, bo i tak bawiłam się całkiem dobrze.

Koncerty

W tym roku podczas juwenaliowych koncertów nie grał nikt, kogo rzeczywiście słucham, dlatego poszliśmy ze znajomymi tylko na pierwszy. A serię koncertów na Tekach rozpoczynał Vavamuffin, którego widziałam, słyszałam i do którego muzyki bujałam się na Przystanku Woodstock. Choć polskiego reggae nie można uznać za prawdziwe reggae, to można się przy nim całkiem dobrze bawić nawet bez znajomości piosenek.

Po tym koncercie poszliśmy z chłopakiem na pizzę, a potem położyliśmy się, żeby się na godzinkę zdrzemnąć i obudziliśmy się wieczorem. Juwenalia zjadły nas w całości.

Piątek

W piątek niestety miałam wykłady, dlatego po powrocie o 17 byłam kompletnie wypompowana z sił i nie miałam ochoty dalej imprezować.


Podczas tegorocznych Juwenaliów nie wypiłam zbyt dużo alkoholu. Od jakiegoś czasu mam z nim straszne problemy, bo jestem w stanie upić się jednym piwem. Dlatego unikam ostatnio trunków niemal każdego rodzaju. Przynajmniej zaoszczędziłam.


Czy Juwenalia to impreza dla was? Macie jakieś ciekawe wspomnienia z podobnych wydarzeń?

Pozdrawiam,
Zielona Małpa