Zielona Małpa: WroBlog, czyli Zielona Małpa wyszła do ludzi i nawet czegoś się nauczyła

środa, 31 sierpnia 2016

WroBlog, czyli Zielona Małpa wyszła do ludzi i nawet czegoś się nauczyła

Jak już mogliście zauważyć na facebooku, postanowiłam wyjść do ludzi. Ale nie do byle jakich, lecz do innych blogerów z krwi i kości. Zgłoszenie się na WroBlog było czystym spontanem, a ponoć spontan wychodzi najlepiej. Bez większego owijania w bawełnę, przejdźmy do sedna.

Wzięciem udziału w tej konferencji stresowałam się niemal tak bardzo, jak zaczęciem nowej pracy. Spotkania z dużymi grupami nieznanych mi ludzi tak już na mnie działają i za każdym razem stresuję się, jak się okazuje, całkiem niepotrzebnie.

Dzień pierwszy

Prelekcje

Żeby nie powtarzać treści każdej z prelekcji, wymienię, czego się nauczyłam:
- nie trzeba być najlepszą wersją siebie, ale najciekawszą już tak

- warto z góry ustalić granice naszej prywatności, czym chcemy się dzielić, a czym nie
- trzeba myśleć
- warto ustalić minimalną kwotę, za jaką chcielibyśmy podjąć współpracę, i nie zgadzać się na propozycje poniżej tej (realnej) wartości, w innym przypadku możemy zyskać niezbyt pochlebną opinię blogera, który sprzedaje się tanio
- upewniłam się, że warto, obok bloga pisemnego, prowadzić również kanał na YouTube (ta myśl chodziła mi po głowie od momentu, kiedy mój chłopak zaczął taką działalność)
- lepiej mieć motyw przewodni bloga, niż tematykę, co jest moim dużym błędem
- nie należy bać się blogowania

Wśród prelegentów znalazły się takie osoby, jak Andrzej Tucholski i Paweł Opydo, oraz blogująca para Moja dziewczyna czyta blogi. Czerpanie wiedzy od tak doświadczonych osób, to czysta przyjemność, szczególnie w formie wystąpień okraszonych dawką humoru.

Jedzonko

Najadłam się pyszną bagietą francuską z Bagiety z Furgonety (nie zrobiłam zdjęcia, więc pewnie nie nadaję się na blogera). Była pyszna i sycąca. Szkoda tylko, że tak długo musiałam na nią czekać i prawie poddałam się z głodu. Przygotowałam bardzo dziwną kanapkę z Lokalnym Rolnikiem. Niczego nią nie wygrałam, ale sami przekonajcie się, jak bardzo mi nie wyszła. Akurat tego dnia nie miałam weny do jedzenia. Skorzystałam z wielu atrakcji, znalazłam swoją drugą połówkę. Nie było czasu, by się nudzić.


Afterparty

A wieczorem, jak to na uczestnika konferencji przystało, wybrałam się do Graciarni na afterka. Miejsce niezwykle urokliwe i sprzyjające rozmowie. Szkoda tylko, że było tak duszno (pogoda, jak to pogoda, przychodzi, jak chce) i w efekcie przeniosłam się na zewnątrz.

Wbrew pozorom, z blogerami można porozmawiać nie tylko o blogowaniu (choć często temat dążył gdzieś w tym kierunku). Podsłuchałam (i zapisałam w pamięci) kilka dobrych rad od kolegów po fachu.


Dzień drugi

Instawalk

Jedną z atrakcji, na jakie się zapisałam, był Instawalk, czyli spacer po najpiękniejszych miejscach Wrocławia w celu zrobienia kilku fotek na Instagrama. Zobaczyłam jedną z najpiękniejszych klatek schodowych we Wrocławiu. Zapiera dech w piersiach. Szkoda, że moje zdjęcia nie są w stanie oddać tego piękna. Za oprowadzenie po Wrocławiu, jakiego nie znam dziękuję Marcinowi z Wroclovers.



Na końcu Instawalka czekała na nas niespodzianka. Nie dość, że mogliśmy zobaczyć od środka bar i restaurację OVO, budynku, który zaintrygował mnie ciekawym kształtem. A na miejscu usłyszeliśmy historię kilku drinków, które następnie mieliśmy możliwość skosztować. Dowiedziałam się czegoś ciekawego na temat martini, czyli ulubionego drinka Jamesa Bonda. Otóż, aby ten drink sporządzony został zgodnie ze sztuką kelnerską, powinien być on mieszany, nie wstrząsany, czyli odwrotnie niż u Bonda. Poza tym sam drink jest wyjątkowo mocny i nie ma nic do czynienia ze spritem.

Afrykarium

Drugą atrakcją, na którą się zapisałam, było zwiedzanie Afrykarium po zamknięciu. Miałam już kiedyś okazję je zobaczyć, ale brak małych dzieci latających pod nogami ma swój urok. Dodatkowo po obiekcie oprowadził nas sam dyrektor ZOO. Najlepszy przewodnik, jakiego można sobie wyobrazić.

I upewniłam się, że ZOO, to nie tylko zwierzęta, które można iść pooglądać z dzieciakami. Obecnie celem jest również ochrona zagrożonych gatunków zwierząt na świecie. Teraz już wiem, że drogie bilety są źródłem pieniędzy na działania, które być może uratują zwierzęta, o których nigdy nawet nie słyszeliśmy.

Podsumowanie

Cieszę się, że wzięłam udział we WroBlogu. Poznałam kilka bardzo fajnych osób: moją imienniczkę z Będę Kimś, Marcina z Pojedzone, Izabelę z The Secret of Healing i Paulinę z Czytaj na Walizkach. Dziękuję im wszystkich za sprawienie, że ten dzień był jeszcze lepszy niż początkowo myślałam. Dziękuję również osobom, z którymi miałam okazję rozmawiać drugiego dnia: SmileyProject, Marszowickie Pola, Dizajnuch, Mara Time i wszystkim tym, których nie wymieniłam. Było super! Z pewnością wezmę udział kolejny raz, jeśli będą mnie tam chcieli. WroBlog to konferencja blogerów godna polecenia!

Pozdrawiam!