Zielona Małpa: Przekrocz granice komfortu

niedziela, 4 września 2016

Przekrocz granice komfortu

Właśnie zdałam sobie sprawę, że całe moje życie polega na przekraczaniu moich granic komfortu. I choć za każdym razem potwornie się boję i bardzo źle z tym czuję, zawsze okazuje się, że więcej przyszło mi z tego pożytku, niż straty.

Historia pierwsza - konkurs recytatorski i kółko teatralne

Gimnazjum było chyba najgorszym etapem w czasie mojej edukacji - okres dojrzewania połączony z nękaniem przez rówieśników, wyładowanie agresji na mnie i presja ze strony nauczycieli, żeby być najlepszą i mieć najwyższe wyniki w szkole. Klątwa kujona w pełni krasy.
Przez całą tę otoczkę bardzo ucierpiała moja pewność siebie. Trzymałam się więc książek i nauki i to pozwoliło mi przebrnąć przez każdy kolejny miesiąc.
W drugiej klasie zaczęłam brać udział w konkursach przedmiotowych, przez co koledzy jeszcze bardziej ze mnie drwili. Nie lubiłam występować publicznie, a nauczycielka zapisała mnie na konkurs recytatorski. Czułam się z tym bardzo niepewnie i byłam trochę zła na nauczycielkę. Jednak przemogłam się, wyrecytowałam wiersz z emocjami i nic nie wygrałam. Poza pewnością siebie. Małą dawką, ale to zawsze coś.
Ta pewność siebie dała mi siłę, żeby dołączyć do kółka teatralnego. A działalność w kółku teatralnym, zmuszającym do występowania przed innymi, sprawiła, że przedstawianie prezentacji stało się moim konikiem.

Historia druga - nowa szkoła i studia

Wybierając profil w liceum i samo liceum nie kierowałam się sugestiami znajomych, ani tym, dokąd oni będą chcieli pójść. Wiedziałam, że odnalezienie się w szkole i klasie bez znajomych będzie trudne, ale nie chciałam iść do szkoły gorszej, aby wykorzystać w pełni mój potencjał. I tak właśnie poszłam do liceum sama jak palec.
Dzięki temu szybko nawiązałam nowe znajomości, bo nie trzymałam się kurczowo osób z poprzedniej szkoły. Miałam tabula rasa i do dziś twierdzę, że dobrze wybrałam. Odcięłam się od gimnazjalnej przeszłości i zbudowałam swoją umiarkowaną popularność bez cienia z przeszłości.
Kiedy stanęłam przed wyborem uczelni i studiów nie miałam już wątpliwości, że powinnam kierować się wyłącznie własnymi preferencjami. Pierwszy dzień na studiach był trudny, drugi trudniejszy, a potem wszystko szło już z górki. Utwierdziłam się w przekonaniu, że zawsze można zacząć od nowa i poznać ciekawych ludzi.

Historia trzecia - spotkania z fanami Doktora Who i WroBlog

Gdzieś widziałam kiedyś obrazek, na którym przedstawiona została linia, na końcach której umieszczone zostały dwa rodzaje osobowości - introwertyzm i ekstrawertyzm - pojęcia znane chyba wszystkim blogerom. Każdy powinien w przybliżeniu umieć określić w którym miejscu na tej linii znajduje się jego osobowość. Moja jest blisko środka, ale odrobinę bliżej introwertyzmu. Poznawanie nowych ludzi sprawia mi dużą przyjemność, ale bardzo trudno jest mi się przemóc, żeby postawić pierwszy krok. Tam, gdzie zaczynają się duże grupy nieznanych mi ludzi, kończy się moja strefa komfortu.
Kiedy dowiedziałam się o wrocławskiej grupie fanów serialu Doctor Who, bardzo chciałam do niej dołączyć, choćby po to, aby mieć z kim porozmawiać o serialu. Idąc na spotkanie pierwszy raz, stresowałam się, bo nie wiedziałam, czy towarzystwo mi się spodoba. Okazało się, że są to ludzie równie introwertyczni jak ja, lubiący przebywać w gronie podobnych sobie.
Zapisując się na WroBlog nie spodziewałam się, że się tam dostanę. A gdy już dostałam informację, że jednak, zaczął się wewnętrzny stres i nerwy przed spotkaniem z ludźmi. Nie taki jednak diabeł straszny, jak go malują, wydarzenie było ciekawe i sporo z niego wyniosłam.

***

Takich historii mam nawet więcej, ale te powyższe pokazują sedno tego, co chciałabym dziś przekazać. Każdy ma swoją strefę komfortu. Dla jednej osoby granica leży w ilości osób, dla innej tam, gdzie trzeba spróbować czegoś nowego. Ktoś inny natomiast nie lubi ruszać się z własnego miasta a nawet domu.
Na moim przykładzie można się przekonać, że przekraczanie granic komfortu przynosi profity. Nie zawsze są one w prosty sposób widoczne, ale to właśnie one są najlepszą nagrodą za nieprzyjemności "wychodzenia z siebie". Dzięki takiemu przepychaniu się w kierunkach pozornie przerażających i trudnych, zyskałam pewność siebie, łatwość rozmawiania z ludźmi, dojrzałość i chęć do ciągłej pracy nad sobą.

I dlatego każdemu życzę, aby jak najczęściej przekraczał swoje granice komfortu. Profity, jakie z tego płyną są warte nerwów i strachu przed nowymi doświadczeniami. Jak raz wyjdziesz poza strefę komfortu, wyjdziesz drugi i trzeci - takie uzależnienie od życia.

Czy jesteś gotowy na wyjście poza swoją strefę komfortu?