Zielona Małpa: Uwikłanie - książka a film

środa, 28 września 2016

Uwikłanie - książka a film

Rzadko sięgam po powieści polskich autorów. Głównie wynika to z tego, że w bibliotece w mojej rodzinnej miejscowości jedynymi polskimi książkami były albo te przeznaczone dla dzieci, albo typowe romansidła, którymi nie byłam zainteresowana. Dopiero niedawno przemogłam moją niechęć do rodzimych twórców i przeczytałam (jednym tchem) Ekspozycję Remigiusza Mroza. W bibliotece dość długo musiałam czekać na kolejną część, dlatego wybrałam powieść innego pisarza - Uwikłanie Zygmunta Miłoszewskiego.

Warszawski prokurator, Teodor Szacki, musi zająć się rozwikłaniem zabójstwa w klasztorze. Zamordowano Henryka Telaka, uczestnika dziwnej terapii grupowej, która, jak się okazuje sięga nawet do parapsychologii. Czy wcielanie się w role członków rodziny jednego z uczestników mogło doprowadzić do morderstwa? A może to przypadkowa śmierć?

Podczas czytania Uwikłania rzuciły mi się w oczy dwa stałe elementy książki. Po pierwsze krótkie notki na początku każdego kolejnego dnia akcji, zawierające najważniejsze informacje i wydarzenia z danego dnia (rzeczywiste, nie wymyślone przez autora). Pozwoliły mi one rozeznać się w sytuacji z 2005 roku, kiedy to niespecjalnie interesowałam się aktualnymi wydarzeniami w kraju (a po 11 latach niewiele się zmieniło). To bardzo ciekawy zabieg, który z pewnością za kilka lat pozwoli nowym, młodym czytelnikom na zapoznanie się z tym krótkim ułamkiem historii.

Drugi element, który pojawiał się w całej książce, to opisy pracy prokuratora, policjanta, prawnika i innych z tej dziedziny, wplecione w akcję. Myślę, że przeciętna osoba nie zdaje sobie specjalnie sprawy z zakresu obowiązków choćby prokuratora. Wprawdzie po kilku dniach od skończenia książki sama nie do końca pamiętam, ale zyskałam ogólne pojęcie i to tak naprawdę w literaturze jest dla mnie bardzo cenne.

Sam główny bohater, choć przystojny i szczupły, nie jest ideałem. Wizualną wadą są siwe włosy mimo dość młodego wieku (wyjaśnienie w książce). Wewnętrzne rozterki nad jego wieloletnim związkiem z żoną pokazują, że choć początki mogą być idealne, to wystarczy kilka lat, żeby wszystko to, co na początku znajomości najbardziej się podobało, zaczęło najbardziej irytować. Szczerze mówiąc, sama zaczęłam stresować się o mój związek, kiedy czytałam o podejściu prokuratora Szackiego do ponad dziesięcioletniego związku. I to nazywa się dobrą książką.

Sama sprawa Telaka jest nieco zawikłana i niejedna osoba tytułowo uwikła się w morderstwo (choć niekoniecznie bezpośrednio). Denat okazuje się osobą z wieloma problemami, a niektóre z nich mają źródła w dość zamierzchłej przeszłości, o której nikt nie chce mówić.

Jestem zafascynowana tą powieścią. Nie takiego rozwiązania się spodziewałam, a jednak okazało się lepsze niż którekolwiek z tych, które wymyśliłam po drodze. Myślę, że niejeden nieźle się nagłowi. Z pewnością przeczytam kolejne tomy z serii, gdyż warto wspierać tak dobrych polskich pisarzy. Na podstawie książki powstał też film, który zamierzam obejrzeć. Co ciekawe, postać Teodora Szackiego jest w nim kobietą. Dosłownie pozbawili faceta jaj.


Informacyjnie:
Gatunek: thriller, sensacja, kryminał
Tytuł: Uwikłanie
Autor/rzy: Zygmunt Miłoszewski
Nazwa cyklu: Teodor Szacki
Tom cyklu: 1
Rok powstania: 2007
Liczba stron: 328
Wydawnictwo: W.A.B.
Ocena na lubimyczytac.pl: 7,18

Jak się okazało, bardzo szybko obejrzałam również adaptację filmową Uwikłania. Uznałam, że bez sensu pisać kolejną, osobną recenzję i dołączyłam odczucia i przemyślenia z filmu do tych z książki.

Uwikłanie

Rok produkcji: 2011
Reżyser: Jacek Bromski
Produkcja: Polska
Wytwórnia: Warner Bros. Pictures
Scenariusz: Jacek Bromski, Juliusz Machulski
Muzyka: Luděk Dřízhal
W rolach głównych: Maja Ostaszewska (Agata Szacka), Marek Bukowski (Sławomir Smolar), Danuta Stenka (Jadwiga Telak), Olgierd Łukaszewicz (Cezary Rudzki), Krzysztof Globisz (Henryk Telak), Andrzej Seweryn (prezes Witold), Krzysztof Pieczyński (Igor)

Boję się polskich filmów. Nawet bardziej niż książek. Od kilku lat bronię się przed obejrzeniem takiego. W końcu jednak musiałam się przełamać, bo do moich rąk trafiła świetna książka, która doczekała się swojej ekranizacji. Niestety polskiej. I tu też zaczynają się schody, bo czy po zmianie płci głównego bohatera i kompletnej modyfikacji charakteru tej osoby nadal można mówić o ekranizacji? Tym bardziej, że wątek (nie)romantyczny z książki przeszedł jakąś kiepską metamorfozę i stał się niemal głównym elementem filmu.

Doskonale skonstruowany Teodor Szacki nagle traci swój momentami wątpliwy profesjonalizm i staje się rozkrzyczaną i niespełnioną kobietą. I w tym momencie historia traci połowę swojej atrakcyjności.

Przez pominięcie istotnych wątków, wiele działań bohaterów, nie tylko tych głównych, wydaje się nie mieć sensu. Osoby, które nie miały okazji przeczytać powieści, pewnie będą miały mniejsze lub większe problemy ze zrozumieniem motywów poszczególnych postaci.


Rozwiązanie sprawy było w sumie dość podobne do oryginalnego. Pominięto część odpowiedzi, ale rozumiem, że czas filmu bywa sporym ograniczeniem. Ale zakończenie filmu było moim zdaniem tak bez sensu, że prawie spadłam z krzesła. Nie będę nic zdradzać, ale była to iście hollywoodzka akcja. 

Żeby nie było, że film ma same minusy, to przyznać muszę, że zachwyciły mnie ujęcia Krakowa, w którym toczy się akcja. Nie mówię już nawet o tym, że przenieśli akcję z Warszawy. To i tak już nic nie wniesie do mojej oceny. 

Dopiero pisząc tę notkę zwróciłam uwagę na plakat filmowy. Po pierwsze nie rozumiem, dlaczego komisarz Sławomir Smolar zajmuje znacznie więcej miejsca niż główna bohaterka Agata Szacka? Być może ktoś specjalnie chciał przyciągnąć uwagę potencjalnych widzów. A twórca z pewnością nie oglądał wcześniej filmu, nie mówiąc już o powieści. Komisarz odgrywa tu drugorzędną, w zasadzie niepotrzebną rolę. Kolejnym elementem, który niemal powalił mnie na podłogę (ze śmiechu) to tekst, który znajduje się między głowami postaci: Ich jedyną słabością była miłość. Jak zwykle dobry kryminał musieli spaprać w adaptacji. Tak jak poniższy (swoją drogą zdecydowanie mniej widoczny) tekst, który rzeczywiście odnosi się do oryginalnej fabuły, "Mniej wiesz, dłużej żyjesz", tak pierwszy z wymienionych jest wymysłem scenarzysty, czy też osoby, która postanowiła z kryminału zrobić romansidło z morderstwem w tle.

Mój chłopak, który powieści nie czytał, stwierdził, że film ujdzie. A jemu podoba się prawie wszystko. Moim zdaniem film zaliczyć można do średniaków.

Uwikłanie to film, którego można nigdy nie obejrzeć i nic nie stracić. I choć nie uważam, że był on kompletną stratą czasu, to nie warto cennej 1,5 godziny poświęcać na wciągnięcie się do fabuły. Udało mi się dotrwać do końca, czyli tragedii nie było. Książkę natomiast serdecznie polecam, tym bardziej, że można nabyć całą trylogię w jednym egzemplarzu (jeden taki widziałam w księgarni Autorska niedawno).


Buziaki,
Zielona Małpa

PS. Zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku i profilu na Instagramie.