Zielona Małpa: Bridget Jones 3 - czyli zabrałam chłopaka do kina

sobota, 8 października 2016

Bridget Jones 3 - czyli zabrałam chłopaka do kina

Bridget Jones jest postacią, która wywołuje we mnie naprawdę różne uczucia. Przede wszystkim jest jednak kobietą całkiem nieidealną, marzącą o tym, aby być szczęśliwą i zakochaną. Czyli tak, jak każda kobieta w rzeczywistości. Obok fajnej kariery i zachowania urody z młodości to właśnie szczęście jest celem. Dlatego, mimo małej niechęci do hollywoodzkich romansów, wybrałam się na seans.

Bridget Jones 3

Rok produkcji: 2016
Reżyser: Sharon Maguire
Produkcja: Francja, Irlandia, USA, Wielka Brytania
Wytwórnia: Universal Pictures
Scenariusz: Helen Fielding, Dan Mazer, Emma Thompson
W rolach głównych: Renee Zellweger (Bridget Jones), Colin Firth (Mark Darcy), Patrick Dempsey (Jack Qwant), Emma Thompson (Dr Rawlings)

Bridget Jones, ta sama, którą poznaliśmy kilkanaście lat temu i pokochaliśmy jako tę, której jakoś nic nie wychodzi, ale w końcu, na samym końcu i ona ma swój happy end, powróciła. Zrzuciła kilka kilogramów, zyskała trochę lat i straciła swojego mężczyznę gdzieś po drodze. Znów sama, na kanapie w zbyt dużym swetrze, świętująca w samotności kolejne urodziny. Tym razem na jej drodze ponownie staje dwóch mężczyzn - znany wszystkim Mark Darcy i przystojny Jack Qwant. Bridget staje na początku przygody życia, jaką jest macierzyństwo, a my możemy towarzyszyć jej w pierwszym etapie - ciąży.

O Bridget Jones 3 mogę powiedzieć jedno: dawno się tak nie uśmiałam. Typowo amerykański humor z komedii dla nastolatków dawno mi się przejadł. W tym filmie natomiast uświadczyłam pełno humoru sytuacyjnego i subtelnych nawiązań do poprzednich filmów z serii. Zaskakujące puenty i kwestie głównej bohaterki przyprawione jej specyficznym podejściem do życia sprawiły, że cała sala kinowa (nie tylko ja) trzęsła się ze śmiechu. Łącznie z moich chłopakiem - nie żałował wyjścia do kina.

Nowy mężczyzna w życiu Bridget okazał się szarmanckim i dowcipnym. Prawdziwy wybawca w trudnych chwilach, romantyczny i przynoszący kobiecie ogromny bukiet kwiatów. Czy jednak to wystarczyło, żeby podbić serce niepoprawnej romantyczki?

Na drugim biegunie pan Darcy - poważny adwokat, przechodzący przez rozwód. Mężczyzna, o którym Bridget nie potrafi zapomnieć. Mężczyzna, który kilkanaście lat wcześniej podbił serce niepoprawnej romantyczki swoim uśmiechem. Ale czy po tylu latach udało się odbudować dawne relacje?

Zakończenie przewidywalne, ale czego innego można spodziewać się po Bridget? Moim zdaniem film ten był najlepszy z całej serii - myślę, że to duża zasługa reżyserki (również pierwszej części). A Renee Zellweger powróciła na duże ekrany w pełnej krasie. Mam nadzieję, że dane nam będzie zobaczyć jej trochę więcej w najbliższym czasie.

Film o Bridget Jones nie mógłby obyć się bez choćby odrobiny Daniela Cleavera (Hugh Grant). Dlatego na początku i na końcu filmu pojawia się małe cameo. Nie będę zdradzać w jakiej sytuacji, aby nie spoilerować. Sama nieźle się zdziwiłam i nie chciałabym odbierać nikomu zaskoczenia.


Wybieracie się na Bridget Jones 3? A może zdążyliście się sami przekonać, czy ten film to wasza bajka? Jak wrażenia?