Zielona Małpa: Podsumowanie roku 2016 - czyli dodawanie i odejmowanie

niedziela, 1 stycznia 2017

Podsumowanie roku 2016 - czyli dodawanie i odejmowanie

Rok 2016 był chyba najdziwniejszym rokiem, jaki przyszło mi przeżyć. Stało się tyle dobrego i tyle złego, że nawet po wnikliwej analizie nie jestem w stanie stwierdzić. czy wyszłam na plusie, czy na minusie. 

Jedno wiem, wiele się w tym roku nauczyłam, nawet, jeśli niektóre lekcje opłacone były łzami, rozluźnieniem więzi albo zerwaniem znajomości. Bo nie sztuką jest przeżyć taki rok, ale sztuką jest jest wynieść z niego bagaż doświadczeń do wykorzystania w przyszłości. A poza tym nigdy nie wiadomo, co przyniesie kolejne 365 dni.

Jeszcze nie wiem, w jaki sposób napiszę ten tekst. Nie mam żadnej wizji. Dajcie się nim zaskoczyć, tak jak ja!

Co zyskałam?

Przede wszystkim nowe doświadczenia życiowe. Trzeba umieć z każdego wydarzenia, z każdej sytuacji wyciągnąć lekcję i pozwolić jej zadomowić się w naszych umysłach. Możemy stawać się dzięki temu silniejsi i bardziej odporni na to, co przyniesie przyszłość.

Z najważniejszych rzeczy, które zyskałam, muszę wymienić tytuł inżyniera. Rok temu byłam potwornie zestresowana. Jeśli chcecie poczytać, jak to dokładnie wyglądało, to zapraszam TUTAJ. Trzyipółletnie studia zakończone zostały z pełnym sukcesem, piątką na dyplomie i miesiącem w nietrzeźwości. Nie było łatwo, ale dałam radę i dowodem na to jest dyplom z tytułem inżyniera.

Zyskałam też trochę nowych znajomych. Po obronie podjęłam się kolejnego etapu studiów. Kontynuuję studia na tym samym kierunku i ponieważ nastąpiła ogromna rotacja, poznałam sporo nowych osób. Nie wszystkim udało się przetrwać pierwszy semestr, ale ci, którzy zostali, stali się nieodłączną częścią każdego dnia na uczelni.

W sierpniu miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu blogerów WroBlog 2016. Miło było znaleźć się w otoczeniu osób, które połączyła wspólna pasja pisania czegoś w sieci i dzielenia się tym z ludźmi nawet na całym świecie. W dodatku zmieniła się moja perspektywa na niektóre aspekty blogowania. Zdecydowanie wspaniałe wydarzenie!

Zyskałam też trochę pewności siebie. I choć wciąż czuję się w tym świecie jak mała szara zielona myszka małpa, pod względem pewności siebie jestem innym człowiekiem niż jeszcze rok temu. Myślę, że poza nowymi doświadczeniami, przyczyniła się do tego praca w obsłudze klienta w języku niemieckim. Dałam sobie radę, więc mam wewnętrzne poczucie spełnionego obowiązku i to wpływa na moją śmiałość w różnych sytuacjach.

Co straciłam?

Kilku znajomych. A w sumie dość sporo. Jak już wspominałam, skończenie pewnego etapu na studiach spowodowało rozluźnienie więzi z większością znajomych, którzy zmienili często nie tylko kierunek, ale także uczelnie, a czasem i miasta. Nie z każdym miałam bliskie kontakty, dlatego nie boli to bardzo, jednak czuję małe ukłucie żalu, że nie z każdym zdążyłam się zaznajomić nieco bardziej.

Wszyscy straciliśmy w tym roku sporo gwiazd. Mnie najbardziej wzruszyły odejścia: Leonarda Cohena (jeden z bardzo nielicznych muzyków, których lubię na tyle, że obserwuję ich działalność na Facebooku), Christiny Grimmie (była młodsza ode mnie) i Alana Rickmana (znanego przede wszystkim z roli Severusa Snape'a).
Oczywiście pożegnaliśmy też artystów, którzy nie byli bliscy mojemu sercu, tak jak ci wymienieni powyżej. Szczególnie fani Gwiezdnych Wojen mieli ciężki rok. Najpierw, w sierpniu, zmarł Kenny Baker, odtwórca R2-D2, a po Bożym Narodzeniu pożegnaliśmy Carrie Fischer, znaną z roli księżniczki Lei. Podobnie miłośnicy Star Treka muszą pogodzić się ze śmiercią Antona Yelcina, Pożegnaliśmy też takich aktorów, jak: Gene Wilder, Doris Roberts, nasz polski i jedyny w swoim rodzaju Bohdan Smoleń. Scena muzyczna też wycierpiała w tym roku sporo, nie szukając daleko przytoczyć mogę wypadek samolotu z chórem Aleksandrowa, zmarłego w kwietniu Prince'a, wspaniałego Davida Bowiego i wielu, wielu innych, których nazwisk często wcale nie kojarzymy. A, zapomniałabym, Last Christmas nigdy nie zabrzmi już tak samo po śmierci George'a Michaela w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia.

Najlepsza książka

Najlepszą książką, przeczytaną w tym roku, była Siedem minut po północy. Historia stojąca za powstaniem tej książki w połączeniu z opowieścią w niej przedstawionej wywołały we mnie emocje, jakich już dawno nie miałam podczas czytania. Wzruszająca historia chłopca, którego matka umiera na raka. Prosta, bez patosu, bez zbędnych słów. Taka, jakiej potrzebowałam.

Najlepszy film

Gdyby pominąć wszystkie filmy z serii o Bondzie, najlepszym filmem tego roku był Doktor Strange. Bardzo przyjemne zaskoczenie, tym bardziej, że nie przepadam za filmami o superbohaterach. Z czystym sumieniem mogę więc stwierdzić, że właśnie ten film zaliczam do najlepszych, jakie w tym roku obejrzałam.


Najlepszy serial

Nikogo chyba nie zdziwi, że najlepszym serialem tego roku był Stranger Things. Doskonały, klimatyczny i z potencjałem na wykorzystanie w merchandisingu (jak ja nie lubię angielskich wtrąceń! Wybaczam tylko nieprzetłumaczonym tytułom). Serial ten zdobył ogromne grono fanów, którzy już wyczekują na kolejny sezon. Sama nie mogę się doczekać. A obejrzenie Stranger Things zwiększyło moje zainteresowanie produkcjami Netflixa. A to już coś znaczy.

Największe pozytywne zaskoczenie

W tej kategorii nie mogę nie umieścić Belfra, o którym nawet ostatnio wspomniałam. Jak wiecie, nie mam żadnych oczekiwań wobec polskich produkcji. Nudzą mnie one, męczy ich klimat i irytują dialogi. W Belfrze natomiast udało się uniknąć monotonii, zbudować klimat małego miasteczka, w którym liczą się koneksje, oraz napisać co najmniej zadowalające dialogi. Strzał w dziesiątkę!

Największy zawód

Największym zawodem był Portret Doriana Graya. Książka. Może to nie mój typ literatury, nie wiem, ale dość cienką powieść czytałam chyba z dwa tygodnie. Co chwilę przerywałam, myśli uciekały, nie mogłam nawet skupić wzroku na literach. Jest to bardzo specyficzna powieść, pełna filozofii, doskonale nakreślonych postaci, jednak dla przeciętnego czytelnika, jak ja - ciężka i mało ekscytująca lektura.


Nowe doświadczenia?

Oczywiście. Sięgnęłam po literaturę Young Adult/New Adult. A dokładnie, to przeczytałam 3 książki, które są zaliczane do tych gatunków.

Agata Czykierda-Grabowska - Jak powietrze 

Wyjątkowo upierdliwa książka. Ale nie przez treść, ale przez to, że nie mogłam jej dostać. Nie chciałam kupować w tym roku żadnych książek, ponieważ mam naprawdę mało miejsca w mieszkaniu. Poza tym czeka mnie w lipcu duża przeprowadzka i chcę ograniczyć ilość "rzeczy". W końcu książka wylądowała w bibliotece miejskiej i mogłam ją wypożyczyć. I muszę przyznać, że okładka, którą wszyscy się zachwycali, wydała mi się w rzeczywistości blada i mało wyrazista. Ale to tylko moje pierwsze zdanie na temat książki
Nie była to książka najwyższych lotów, ale całkiem przyjemna do przeczytania jednego długiego wieczoru. Historia głównych bohaterów nie wciągnęła mnie na tyle, na ile chciałam, ale zaskakiwała kilkukrotnie.

Anna Bellon - Uratuj mnie

Tę książkę czytałam dosłownie kilka dni temu. Dziewczyna z przeżyciami, chłopak z przeżyciami, to mogło skończyć się tylko w jeden sposób. Problemy wynikające z przeszłości miały wpływ na zachowanie bohaterów w teraźniejszości. Nie była to lekka powieść do przeczytania przed snem, choć na samym początku można się było tego właśnie spodziewać. W książce polubiłam wielokrotne nawiązania do mojego absolutnie ulubionego serialu - Doktora Who.

Kasie West - Chłopak na zastępstwo

Ta książka była moim lekarstwem na książkowego kaca po przeczytaniu Siedem minut po północy. Przypominała romansidła dla młodzieży, którymi zaczytywałam się w gimnazjum. Lekka historia, główna bohaterka popełnia błąd i przez całą powieść boi się konsekwencji. A na końcu okazuje się, że i tak wszyscy jej wybaczyli, a ona dostaje dokładnie to, czego potrzebuje. Bardzo dobra książka na kaca. Książkowego, oczywiście.

Pewnie będę sięgać po książki z tych gatunków od czasu do czasu, w ramach szybkiego oderwania się od rzeczywistości. Moje serce bije mimo wszystko nadal dla kryminałów.

Podsumowanie podsumowania

Rok ten wydaje się całkiem w porządku, jeśli zapomnę o wspaniałych osobach, które przyszło nam pożegnać na zawsze. Problem w tym, że nie tak łatwo o nich zapomnieć.

Wszystkim życzę wspaniałego roku 2017. Oby był lepszy niż 2016 i obfitował w nowe przygody, natchnienie i dawał możliwość rozwoju w takim kierunku, jaki sobie wymarzycie. Mam nadzieję, że każdy sporo wyniósł z minionych 12 miesięcy i nie boi się kolejnych. 

Pamiętaj, że możesz sprawić Zielonej Małpie ogromną przyjemność polubieniem jej fanpage'a na Facebooku. Mały krok dla Ciebie, ale ogromny dla Zielonej Małpy.