Zielona Małpa: The Pilot, czyli w końcu kolejny sezon Doktora Who

niedziela, 16 kwietnia 2017

The Pilot, czyli w końcu kolejny sezon Doktora Who

Od dłuższego czasu czekałam na kolejny sezon Doktora Who. Wiecie, odcinki świąteczne są super i zawierają się w kanonie, ale zawsze towarzyszy im ta bożonarodzeniowa atmosfera i niespecjalnie lubię je oglądać w oderwaniu od serialu. To po prostu nie to samo. Dlatego, odkąd tylko dowiedziałam się, że kolejny sezon (już dziesiąty od 2005 roku) zaczyna się 15. kwietnia, czekałam z niecierpliwością na ten dzień... tylko po to, żeby pójść wieczorem do kościoła z okazji obchodów Wielkiej Soboty. I musiałam czekać na The pilot trochę dłużej.

doctor doktor who the pilot recenzja s10e01 zielona Małpa
Doktor (Peter Capaldi) i Bill (Pearl Mackie) w The Pilot

Doktor (Peter Capaldi) w The Pilot udaje wykładowcę na uczelni (przez dość długi czas, co pewnie nie uszło uwadze niektórych ludzi). Wzywa do swojego gabinetu dziewczynę, która uczęszcza na jego wykłady. I w ten sposób Doktor poznaje nową towarzyszkę. Nie w momencie, kiedy jej życie jest zagrożone, czy światu grozi kolejna apokalipsa, ale na spokojnie, w gabinecie, bez zbędnych fajerwerków. Nie ukrywam, że chciałabym Doktora jako wykładowcę, przynajmniej przez kilka tygodni. Z pewnością dydaktycznie byłoby "tak sobie", ale za to ciekawie - jak najbardziej.

Bill (Pearl Mackie) okazuje się dość zwyczajną dziewczyną, zarabiającą na życie w uczelnianej stołówce nakładając frytki (a ja uwielbiam frytki nad życie). Nie ukrywa, że woli kobiety i generalnie mam wrażenie, że jest osobą otwartą i łatwo nawiązującą znajomości, a jednocześnie dociekliwą i spostrzegawczą. Spodobało mi się, że czuć niezwykłą chemię między Bill i Doktorem, ale także Nardolem (Matt Lucas), spuścizną z dwóch poprzednich odcinków specjalnych. Myślę, że to trio pokaże, na co ich stać.

Homoseksualizm towarzyszki Doktora stał się ostatnio dość głośnym tematem wśród fanów Doktora Who. Wiele osób zarzucało twórcy, że zdecydował się na taką kreację postaci, inni mieli za złe rozdmuchanie samego faktu, a pozostali albo się nie odzywali, albo pisali, jak to niefajnie, że ludzie nadal nie tolerują homoseksualizmu (albo jakiegokolwiek -seksualizmu, który nie jest heteroseksualizmem) na ekranie swoich telewizorów. Jednak orientacja Bill już w pierwszym odcinku dziesiątego sezonu miała znaczenie, bo dzięki temu nawiązał się wątek tajemniczej kałuży (wiem, jak to brzmi, ale musicie zobaczyć sami, żeby się przekonać, o co mi biega).

Sam odcinek wypadł nie najgorzej. Był mroczny i momentami zabawny, przez co oglądało się go w napięciu, ale takim „bez przesady”. Bardziej skupiono się na postaci Bill, niż na historii, co pewnie nie każdemu przypadnie do gustu. Szczerze mówiąc, The Pilot przypomina mi trochę Rose, czyli pierwszy odcinek New Who, przez to, że pokazana jest zwyczajność przyszłej towarzyszki, dla której podróżowanie z Doktorem odmieni jej życie, dając jej szansę zobaczenia niezwykłości wszechświata.

W The Pilot pojawiło się kilka Easter Eggów (które z Wielkanocą nie mają zbyt wiele wspólnego), więc poszukiwacze pewnie już zacierają rączki. Wiedziałam już wcześniej o zdjęciu wnuczki Doktora, Susan, na jego biurku, dlatego nie było ono dla mnie zaskoczeniem. Zachęcam do własnoocznego wytropienia pozostałych.

I mam takie pytanie. Co było nie tak z fryzurą Doktora? Czyżby zabrakło fryzjera lub stylisty na planie?

Trailer sezonu 10 Doktora Who

Mam szczerą nadzieję, że sezon utrzyma poziom i nastrój pierwszego odcinka. Odrobina humoru, jaką uraczono nas w The Pilot, jest idealną dawką, więc oby w kolejnych odcinkach było go tyle samo lub mniej. W końcu to serial sci-fi, a nie sitcom. Ale, jak to zwykle bywa, przekonamy się w praniu.