Zielona Małpa: Podsumowanie marca, czyli przebudzenie do życia

piątek, 7 kwietnia 2017

Podsumowanie marca, czyli przebudzenie do życia

W marcu jak w garncu. A u mnie kaszana. Więc niby wszystko się zgadza.
Czas poświęciłam głównie na dokończenie pomiarów do mojej pracy magisterskiej oraz opracowanie wyników (co zajęło mi cztery razy więcej czasu niż same pomiary, a wciąż mam kupkę do ogarnięcia), w związku z czym królowały u mnie seriale, które mogę oglądać, poświęcając im zaledwie ułamek mojej uwagi.


FILMY

Zgodnie z moimi założeniami na marzec, udało mi się znacznie ograniczyć ilość oglądanych filmów, dzięki czemu wieczory spędzałam z książką, serialem lub znajomymi. Filmów w marcu naliczyłam 3, więc całkiem mała liczba.

Piękna i Bestia 2017

Na Pięknej i Bestii byłam w kinie, więc z góry mogłam powiedzieć, że przynajmniej przeżycia związane z efektami i dźwiękiem będą lepsze, niż gdybym oglądała film na komputerze, czy choćby w telewizji.
Recenzja filmu Piękna i Bestia pojawiła się na blogu, więc jeśli ktoś nie czytał, serdecznie zapraszam.
Dla leniuszków małe streszczenie. W wersji kinowej miałam do wyboru jedynie wersję z dubbingiem, więc musiałam głośno westchnąć, zacisnąć zęby i obejrzeć. Zaletą dubbingu były polskie wersje piosenek śpiewanych przez bohaterów. W trailerze angielskim wyłapałam autotune albo inne polepszacze dźwięku, których zastosowanie jest tu jakoś uzasadnione, ale jednak nie powinno być wychwycone przez moje niewykształcone ucho.
Sama postać Belli wypadła słabo, co sprawiło mi ogromny zawód, bo była to moja ulubiona księżniczka Disney'a, a ta jej wersja stała mi się kompletnie obojętna.
Mimo wszystko polecam wybrać się na ten film do kina, bo jest to taka uzupełniona wersja baśni, którą już doskonale znamy.

Obłąkani (Stonehearst Asylum) 2014

Jest rok 1899. Młody lekarz, doktor Edward Newgate, przybywa do zakłady psychiatrycznego Stonehearst Asylum. Na miejscu zauważa, że coś jest na rzeczy i próbuje rozwikłać tę zagadkę. I co z tym wszystkim ma wspólnego jedna z rezydentek - Eliza Graves?
Cały film ogląda się z wrażeniem, że ma on drugie dno. Już samo przybycie młodego lekarza wywołuje poruszenie wśród kierownictwa szpitala.
Mimo że film zapowiadał się całkiem ciekawie, o czym mogła świadczyć już pierwsza scena, w której choroba młodej kobiety była pokazana gronu przyszłych psychiatrów, całość oceniłam jednym wielkim: meh. Nie pomogła zabawa światłem, ani psychologiczne gierki bohaterów między sobą i samego filmu z widzem. Jedyne, za co mogę pochwalić ten film, to gra aktorska i obsadzenie Jima Sturgessa oraz Kate Beckinsale w głównych rolach młodego lekarza i pięknej pacjentki.
Obłąkani opierają się o dwa motywy: tajemnicę i element zaskoczenia. Problem w tym, że tutaj to połączenie nie gra, a film jest nudny i, choć odrobinę nieprzewidywalny, ciemny. Coś dla miłośników klimatu tortur psychiatrycznych i dawnych metod leczenia.
Obejrzenie Obłąkanych nie było kompletną stratą czasu, bo pierwsza połowa była mocno wciągająca i odkrywanie tajemnicy dziwnego zachowania kierownictwa szpitala było całkiem dobrą zabawą. Problem był w drugiej połowie, bo ta była ciężko strawna.

Postrach nocy 2011

Po Postrach nocy sięgnęłam ze względu na grającego tam Davida Tennanta, którego to ubóstwiam. Okazało się, że przeceniłam jednak swoje siły w oglądaniu wampirów na ekranie i moja tolerancja nadal pozostaje przy Buffy: Postrach wampirów (serialu, oczywiście) oraz kilku innych nieco starszych produkcjach.
W małym, idealnym miasteczku na środku pustyni zaczynają znikać ludzie. Wśród zaginionych znajduje się dawny przyjaciel Charley'go (Anton Yelchin), który za sprawą innego przyjaciela zaczyna odkrywać prawdę o swoim nowym sąsiedzie.
Na Filmwebie Postrach nocy znajduje się w kategorii Horror i Komedia, co poniekąd jest prawidłowe, ale sama zaliczyłabym go do grona subtelnej parodii horrorów z wampirami. Pod niektórymi względami jest nieco lepszy od taśmowo produkowanych filmów o wampirach z okresu szału "zmierzchowego", ale nabija się z nich w sposób bardziej wyszukany niż niesławne Wampiry i świry. Na szczęście brakuje tu wszelkiego zamieniania genitaliów na kule stroboskopowe (co w Wampirach i świrach sprawiło, że natychmiast wyłączyłam telewizor). Film też nie aspiruje do miana nadzwyczajnej produkcji poziomu Nosferatu wampira. Raczej płynie po resztkach popularności Zmierzchu nawiązując do tematyki i próbując narzucić własny klimat, aby mimo wszystko się wyróżniać.
Jest to film, po którym mój stosunek do wampirów może uratować wyłącznie dzielna Buffy.

SERIALE

Seria niefortunnych zdarzeń

Poszłam za falą popularności i obejrzałam pierwszy sezon Serii niefortunnych zdarzeń, czyli serialu, w którym rządzą nieszczęścia i siły wyższe. I jesteśmy o tym ostrzeżeni już w pierwszych minutach otwierającego odcinka.
Pierwszy sezon Serii niefortunnych zdarzeń zawiera historię z czterech pierwszych tomów książkowej serii o tym samym tytule napisanej przez Lemony'ego Snicketa (postać fikcyjna będąca chyba integralnym bohaterem serii, a w rzeczywistości autorem jest Daniel Handler).
Jest to jeden z ciekawszych i fabularnie bardziej oryginalnych seriali, jakie ostatnio oglądałam. W dodatku muzyka dopełnia klimatycznie odpowiednie scen, a obsada została dobrana wspaniale, więc wielkie brawa dla osoby odpowiedzialnej za ten element serialu.
Trójka rodzeństwa Baudelaire, Wioletka, Klaus oraz Słoneczko, traci rodziców oraz dom w strasznym pożarze. Odtąd zaczyna ich prześladować ciągły pech, od którego nie potrafią uciec, tak jak przed swoim okropnym wujkiem, hrabią Olafem, chcącym zdobyć fortunę trójki.
W serialu pojawia się postać Lemony'ego Snicketa, który zapowiada nadchodzące wydarzenia, zarysowuje historię i ostrzega na każdym kroku, że losy rodzeństwa Baudelaire zmierzają w złym kierunku i nie powinniśmy oczekiwać nic dobrego. Dodatkowo jest to niezła gratka, jeśli ogląda się serial w oryginale, bo język jest bardzo prosty i bohaterowie w charakterystyczny sposób tłumaczą niektóre słowa i zwroty - można się sporo nauczyć.


Broadchurch sezon 1

I tym razem serial znany trochę mniej. Głównie dlatego, że jest on produkcji brytyjskiej.
W małym miasteczku, Broadchurch, na plaży zostaje znalezione ciało chłopca. Tajemnicza śmierć wstrząsa społecznością, a śledztwo odkrywa nie tylko tajemnice chłopca, ale także jego rodziny i całej nadmorskiej miejscowości. Czy to ktoś bliski zabił Danny'ego Latimera?
W głównych rolach policjantów zajmujących się morderstwem obsadzono Davida Tennanta (co w dużym stopniu skłoniło mnie do obejrzenia pierwszego sezonu) oraz Olivię Colman. Jest to dziwnie pasujący duet z dynamiczną relacją, którą śledzimy już od pierwszego odcinka. W pierwszym sezonie pojawiło się sporo znajomych twarzy z mojego ulubionego serialu Doctor Who.
Przez cały sezon można delektować się klimatem małego nadmorskiego brytyjskiego miasteczka i, podobnie jak mieszkańcy, powoli odkrywać brzydkie tajemnice. Mało tam wartkiej akcji, więc docenią go miłośnicy spokoju i morskich fal.
Cechą charakterystyczną jest też bardzo naturalna gra aktorska. Nie ma tu tej specyficznej modulacji głosem, a emocje są bardzo żywe, takie, że można je niemal przenieść do rzeczywistości. Wiele scen pozbawione jest tła w postaci muzyki, zastępuje je szum fal, piski mew lub rozmowy bohaterów, przez co cały ten sezon wydaje się kopią rzeczywistości. Bardzo brutalną, ale jednak kopią.
Przez powyższe cechy nie jest to serial dla każdego. Wydaje mi się jednak, że w momencie, kiedy nasze życie pędzi, warto zwolnić na przykład za sprawą serialu takiego jak Broadchurch. Nawet jeśli opiera się on na morderstwie dziecka.

Riverdale

W marcu moją uwagę przyciągnął serial, który następnie spodobał mi się z niewyjaśnionych dotąd przyczyn. Raczej unikam produkcji, w których wszystko opiera się o to, że każdy z każdym, czyli dram. Nie interesują mnie one i niepotrzebnie komplikują relacje między bohaterami.
Z bohaterami Riverdale miałam okazję spotkać się już kilka lat temu, kiedy fascynowały mnie zjawiska nadprzyrodzone i również seriale o tej tematyce. Wtedy trafiłam na Archie's weird mysteries, czyli kreskówkę z tymi samymi bohaterami, ale fabularnie całkiem inna historią niż w Riverdale.
W Riverdale, małym amerykańskim miasteczku, ginie nastolatek Jason Blossom. Ostatnią osobą, która go widziała, była jego siostra bliźniaczka, Cheryl (Madelaine Petsch). Zaginięcie nastolatka jest wymówką, aby pokazać, jak bardzo Riverdale jest zepsute od środka.
Riverdale jest połączeniem współczesnego Twin Peaks z karykaturalnym komiksem i całą masą relacji międzyludzkich. Postaci mają bardzo wyeksponowane pewne cechy, ale przez ich skorupki przebijają się marzenia, wady i demony z przeszłości, przez co komiksowość jest nieco przytłumiona, ale na pewno nie nieobecna. Nie wiem, komu mogłabym polecić ten serial, bo ja sama zaczęłam oglądać go z przypadku i wciągnęłam się, choć raczej daleko mu do produkcji, które zazwyczaj oglądam. Po prostu trzeba spróbować samemu.

Buffy: Postrach wampirów sezon 6

W marcu sięgnęłam też po serial, który dobrze znam i uwielbiam. A konkretnie po 6. sezon Buffy: Postrach wampirów.
W 6. sezonie Buffy musi poradzić sobie z masą problemów wynikających z tego, co stało się wcześniej. Inni bohaterowie również zmagają się z konsekwencjami swoich działań. W efekcie oglądamy niezwykle mroczne i głęboko psychologiczne odcinki. A zło czasem kryje się w nas samych.
Mówiąc o Buffy, nie mam pojęcia od czego zacząć, więc pozwólcie, że poświęcę temu serialowi cały wpis.
Jeśli znudziły was współczesne produkcje, warto sięgnąć po klasykę z lat 90., w tym takie seriale, jak Z archiwum X, Buffy: Postrach wampirów, Miasteczko Twin Peaks i wiele innych. Są one doskonałym odpoczynkiem od dość męczących (czasami) historii, którymi karmią nas stacje telewizyjne i różne "netflixy".


KSIĄŻKI

Przykry początek. Seria niefortunnych zdarzeń - Lemony Snicket - Daniel Handler

Trochę przykro mi to mówić, ale pierwszy tom Serii niefortunnych zdarzeń nie przypadł mi do gustu. Po tak szeroko rozsławionej ostatnio serii spodziewałam się czegoś... bardziej przystosowanego do osób powiedzmy dorosłych.
Rodzeństwo Baudelaire znajduje się w dość nieciekawe sytuacji po śmierci rodziców. Wioletka, Klaus i Słoneczko wpadają w niekończący się ciąg nieszczęść. Czy uda im się uciec od chciwego wujka, hrabiego Olafa?
Po specyficznym języku książki od razu można zauważyć, że autor kieruje ją do dzieci. I w przypadku grupy docelowej można skorzystać z ładnej składni oraz wtrąceniami, które tłumaczą słowa używane przez narratora albo kogoś z dorosłych bohaterów.
Dla dzieci i młodszej młodzieży - jak najbardziej. Dla starszej młodzieży i dorosłych - raczej nie.

Złoty kompas - Philip Pullman

Kilka lat temu oglądałam film Złoty kompas i wiem, że nie przypadł mi on do gustu. Sama fabuła zapowiadała się w porządku, wręcz dobra, ale wykonanie zmusiło mnie do ziewania. Zaintrygowana samą historią, sięgnęłam po pierwszy tom trylogii Mrocznych materii Philipa Pullmana.
Nastoletnia Lyra rusza w podróż życia, aby uratować swojego przyjaciela Rogera z rąk tajemniczych Grobali. Kim oni są i dlaczego porywają dzieci? I jaką rolę w tym wszystkim ma piękna pani Coulter?
Nie przepadam za fantastyką, bo przeważnie mam ogromny problem z odnalezieniem się w świecie, który stanowi tło powieści. Tym razem jednak dałam się pozytywnie zaskoczyć i po kilkudziesięciu bardzo ciężkich stronach wciągnęłam się w fabułę i niesamowicie skonstruowane tło powieści. Tajemnicze postaci, pancerne niedźwiedzie i dajmony to tylko niektóre z elementów świata Lyry. Złoty kompas okazuje się być dość nadzwyczajnym urządzeniem, zorza polarna nie tylko pięknym zjawiskiem, a ludzie nie tym, za kogo się podają.
Jeśli ktoś szuka czegoś fantastycznego (w obu tego słowa znaczeniach), może dać szansę Złotemu kompasowi, a może i całej trylogii.
Nie mogę tu pominąć jednej z postaci, a mianowicie złotej małpy, która przewijała się przez cały tom i wywoływał uśmiech na ustach Zielonej Małpy.


Kasacja - Remigiusz Mróz


Szanowni Państwo - w końcu przeczytałam pierwszy tom serii o Joannie Chyłce. W końcu, bo książka czyhała na mnie już od ponad roku, a ja czyhałam na nią. No i w końcu obje nie wytrzymałyśmy.
Adwokat Joanna Chyłka zajmuje się klientem, który rzekomo zamordował dwoje ludzi, a następnie przesiedział 10 dni w swoim mieszkaniu... z trupami. Dołącza do niej aplikant Kordian Oryński i szybko zyskuje sobie ksywę Zordon. Co stało się tak naprawdę? I jak Chyłka wybroni swojego klienta? I na koniec - jak ułoży się współpraca między mięsożerną kobietą-maszyną a rybożernym mężczyzną?
Większość serię o Chyłce zna, tak samo jak twórczość Remigiusza Mroza, więc nie wiem, co tu dużo mówić. Wyczuwa się tu rękę tego młodego pisarza, przez co powieść czyta się szybko i od pierwszej strony można wciągnąć się w fabułę pełną zwrotów. Kasacja wielokrotnie zaskakuje, przyprawia o dreszcze i strach, oraz burzy nasze wyobrażenie o świecie prawniczym oraz postaciach przedstawionych na kartkach powieści. Nie jest to arcydzieło polskiej literatury, ale zdecydowanie zasługuje na miano bestsellera. Bohaterowie wykorzystują dobra współczesnej technologii i mają takie wady, jak ja i ty. I kilka innych też.
Myślę, że po kolejne tomy również sięgnę, ale nie czuję potrzeby, aby wciągać je od razu i jedną za drugą.

A poniżej podsumowanie czytelnicze w formie filmu. Jeśli ktoś jeszcze nie subskrybuje mnie na YouTube, to serdecznie do tego zachęcam.

PODSUMOWANIE PODSUMOWANIA

Udało mi się spełnić założenia na marzec, czyli obejrzeć trochę więcej seriali, przeczytać trochę więcej książek i ograniczyć filmy. Przy moim obecnie dość ograniczonym czasie 3 filmy, 4 seriale i 3 filmy to zdecydowanie zadowalający wynik i jeśli utrzymam go w kwietniu, to będę z siebie dumna. A zapowiada się, że przeczytam trochę więcej książek, ale to jak zwykle wyjdzie w praniu.

Pochwalcie się, co takiego wy oglądaliście i czytaliście w marcu.