Zielona Małpa: Pisanie, czyli to, czego mi brakuje i to, czego mam po dziurki w nosie jednocześnie

środa, 24 maja 2017

Pisanie, czyli to, czego mi brakuje i to, czego mam po dziurki w nosie jednocześnie

Brakuje mi pisania.

Brakuje mi pisania, ale nie w sensie samego pisania jako czynności. Bo pisania jako czynności mam ostatnio po dziurki w nosie i jeszcze więcej. Praca magisterska, eseje zaliczeniowe, listy motywacyjne, blog. To wszystko w jakimś stopniu sprawia mi przyjemność, ale jednak wciąż brakuje mi MOJEGO pisania.

Musicie o mnie bowiem wiedzieć, że kilka lat temu pisałam wiersze i piosenki. To znaczy teksty piosenek, bo na nutach i instrumentach niestety się nie znam. Większość moich "dzieł" wprawdzie absolutnie nie nadaje się do ujrzenia światła dziennego, ale każde jest bliskie mojemu sercu, jak to z tego typu twórczością bywa. I z braku natchnienia przestałam pisać a folder przestał zapełniać się nowymi plikami.

Bardzo mi tego brakuje, ale w tej kwestii bez natchnienia nic nie zrobię. Czasem otwieram plik i wpatruję się w migający kursor. I smucę się, bo nie mogę poradzić sobie z pierwszym słowem. I ten plik wisi tak sobie od kilku miesięcy bez żadnego znaku. Pusta strona. Tabula rasa.

Brakuje mi tej ulgi, jaką dawało mi przelanie emocji na białą stronę. Czasem na papier, czasem na ekran. Brakuje mi tej otoczki, którą miałam i romantyzmu, który wynikał z samego faktu pisania wierszy. Nawet, jeśli z romansem miały niewiele wspólnego. Nawet, jeśli zazwyczaj były to białe wiersze, w których rymów po prostu brakuje i tak mi pasuje (see what I did there?).

I ktoś powie, że powinnam po prostu wrócić. Ale pisanie wierszy rządzi się nieco innymi prawami. Tu nie potrzeba motywacji, ale inspiracji. I nie wystarczy mała inspiracja, jak w przypadku tekstu epickiego, czy zwykły pomysł, jak przy wpisie na blogu. Tu trzeba inspiracji wielkości Pałacu Kultury i Nauki i wrażliwości, z której chyba zostałam obdarta w ciągu ostatnich kilku lat. A przynajmniej takie mam wrażenie.

Pozostaje mi tylko czekać na natchnienie i powrót wrażliwości. 

Być poetą…

Wszystko widzieć inaczej,
Odczuwać wszystko mocniej,
Przeżywać wszystko bardziej,
O wszystkim mówić piękniej.
Znajdować nowe rymy,
Słuchać, co szepcze wiatr,
Oglądać świat od góry,
Rozbierać świat na części,
Składać wszystko w wiersze,
Cierpieć, gdy inni nie widzą,
Patrzeć, gdy reszta już nie chce,
Tęsknić za nowym natchnieniem
I czekać, czekać, czekać –

To znaczy być poetą.

Dziewiętnaście lat

Zamieniłam już czerwony pasek
na czerwone wino,
a niebieskie migdały
na błękitne substancje w probówkach.
Boję się migdałów,
bo trucizna pachnie migdałami.

Gdzie podziała się beztroska każdego dnia?
Poprzestawiałam wszystkie meble,
a nadal coś nie pasuje.
Przymierzyłam setki ubrań,
tylko po to, by stwierdzić,
że to nie wygląd czyni człowieka.

Miałam wiele rzeczy, znajomych, przeżyć,
przyszło i poszło, odeszli jak wszyscy.
Byłam sobą, nie-sobą i to w tylu miejscach.
I do dziś nie wiem, co jest lepsze,
mieć, czy być?

Miałam setki wątpliwości i tysiąc razy płakałam,
upadałam i wznosiłam się
by znów znaleźć siebie płaczącą nad swym losem.
Jestem jedyna i jestem wszyscy. Jestem miliony.

Choć jestem osobą, która zna mnie najlepiej,
nie wiem o sobie nic.
Musiałam odejść, kiedy chciałam zostać
i zostać, gdy chciałam iść jak najdalej.

A mam dopiero dziewiętnaście lat.