Zielona Małpa: Lśnienie księżyca, czyli nie tylko biedni i bogaci

czwartek, 18 maja 2017

Lśnienie księżyca, czyli nie tylko biedni i bogaci

Przed moją czytelniczą przerwą przeczytałam całą masę książek. Znalazły się wśród nich romanse, kryminały, obyczajówki, odrobina fantastyki i powieści przygodowych. Większość z nich łączyło to, że mimo wszystko była to literatura współczesna, albo przynajmniej na tyle "nowa", że wciągnięcie się w akcję nie stanowiło większego problemu. Lśnienie księżyca okazało się w tej kwestii książką wyjątkową.


Susy i Nick to młode małżeństwo. Oboje należą do dobrych rodzin, ale żadne z nich nie posiada realnego majątku. Zawarli umowę, że przez rok będą żyli na koszt bogatych znajomych, a jeśli któreś z nich będzie miało okazję związać się z majętną osobą, rozwiodą się. 

Fabuła zdaje się być dość banalna i poniekąd można przewidzieć zakończenie. Tu jednak zdecydowanie nie chodzi o fabułę, a przynajmniej nie tylko, ale przede wszystkim o zobaczenie, że społeczeństwo nie dzieli się tylko na bogatych i biednych. Każdy orze, jak może i próbuje być szczęśliwy na miarę własnych możliwości. I choć akcja powieści toczy się w latach 20. XX wieku, czyli niemal 100 lat temu, wiele wartości i ludzkich zachowań się nie zmieniło.

Lśnienie księżyca jest swego rodzaju przekrojem przez społeczeństwo lat 20. XX wieku. Poznajemy różne postaci przewijające się przez życie Susy i Nicka. Przez ich oczy obserwować możemy pełne ludzi sale balowe, bogato wyszywane stroje, widoki z najpiękniejszych miast Ameryki Północnej i Europy. Autorka skupiła się tu głównie na elitach, bogaczach oraz młodym małżeństwie, które bardzo chciałoby również pławić się w bogactwie. Wspomniane elity przedstawione zostały jak lekko zgniłe jabłka. Jak się je dobrze odwróci i nie będzie ich dotykać, nawet nie zauważy się skazy. Ale zbliżając się do nich bliżej, robimy to na własne ryzyko.

Główni bohaterowie sprawiają wrażenie nieco naiwnych. Jednak może to wynikać ze strachu przed życiem bez pieniędzy. Niewątpliwie się kochają, ale ich podejście do małżeństwa sprawia, że nie do końca można traktować ich poważnie. Takie romantyczne i wyrachowane osoby jednocześnie.

Trzeba też wziąć na poprawkę czasy, jakie są tam opisywane. W końcu lata 20. to całkiem inny świat. Kompletnie inne obyczaje i całkowicie odmienne podejście do życia mogą wydawać się kompletnie oderwane od tego, co znamy dziś. Na początku miałam ochotę krzyknąć Susy prosto w twarz, żeby znalazła pracę, skoro jej tak źle bez pieniędzy. Ale na czas się zreflektowałam, że z pracą też nie było wtedy tak prosto. Ponieważ Edith Wharton żyła w tamtych czasach, z pewnością możemy jej zaufać w kwestiach ówczesnych obyczajów i ogólnego opisu, który pisarka zaserwowała w Lśnieniu księżyca.

Autorka zadbała, aby język Lśnienia księżyca był po prostu piękny. Takiego języka ze świecą szukać w literaturze współczesnej. Przez to książkę czyta się powoli. Ja sama czytałam ją prawie miesiąc i nie żałuję ani dnia. Dokładne, niemal poetyckie opisy otaczającego świata i przeżyć wewnętrznych bohaterów wywarły na mnie ogromne wrażenie i przeniosły mnie do tego niezwykle uroczego miejsca. Zdecydowanie popieram decyzję Wydawnictwa MG o wydaniu tej powieści w języku polskim.

Książkę polecam przede wszystkim miłośnikom lat 20. XX wieku, ale także amatorom pięknego języka w książkach.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu MG