Zielona Małpa: Podsumowanie kwietnia, czyli wszystkiego (prawie) po równo

wtorek, 2 maja 2017

Podsumowanie kwietnia, czyli wszystkiego (prawie) po równo

Ten kwiecień zdecydowanie nie był najlepszym miesiącem w moim życiu. Ale zdecydowanie udało mi się zachować równowagę w czytaniu i oglądaniu. Wypatrzyłam kilka małp, więc tym bardziej mogę kwiecień uznać za nie najgorszy. Ale żeby więcej nie narzekać i nie męczyć nikogo moimi dywagacjami, przejdźmy do podsumowania.
podsumowanie kwietnia 2017 zielona małpa książki seriale filmy

FILMY

Na początku to, co w sumie sprawia mi najmniejszą radochę, czyli filmy. Naliczyłam całe trzy, czyli boska liczba.


Bogowie 2014

O filmie Bogowie słyszałam już trochę zanim go obejrzałam, wiedziałam więc mniej więcej czego się spodziewać.  Przede wszystkim miałam świadomość, że to polski film, a jak wiadomo, z tymi jestem trochę na bakier. Ale wciąż próbuję dać im szansę.
Zbigniew Religa (Tomasz Kot), znany kardiochirurg, to typowy młody lekarz - idealista, którego nie zdążył dopaść jeszcze system. Wierzy on, że możliwe jest wykonanie przeszczepu serca i że to on jest w stanie tego dokonać. Dąży więc do tego, aby przekonać przełożonych przynajmniej do wzięcia tego pod uwagę. Kiedy dostaje możliwość zostania ordynatorem własnego szpitala, nie waha się i dąży do swojego celu mimo, że początkowe operacje kończą się śmiercią pacjentów.
Myślę, że kto zna trochę historię i postać Religi, wie jak kończy się film. Pozostałym nie chciałabym zdradzać zakończenia. Jest to świetny film pokazujący nie tylko walkę lekarza z systemem, ale także specyfikę lat 80. Można uświadomić sobie, jak daleko od tamtej pory zaszła medycyna i dokąd jeszcze może pójść, nawet jeśli ta wizja może nieco przerażać. Także wyraźnie widoczne są uprzedzenia oraz niewiedza przeciętnego człowieka, na co dzień nie związanego z medycznym światem. 


Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć 2016

Jako fanka świata Harry'ego Pottera, nie mogłam nie obejrzeć Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć. Swoją drogą, mogli zastanowić się trochę nad tytułem, bo w ogóle nie chce mi się on odmieniać. Pozostanie on więc Fantastycznymi zwierzętami na czas tej recenzji.
Jest rok 1926. Do Nowego Jorku przybywa Newt Scamander (Eddie Redmayne), który niedługo napisze jeden z najpopularniejszych przewodników o magicznych stworzeniach w świecie czarodziejów. Ma przy sobie walizkę, która skrywa w sobie znacznie więcej, niż zestaw ubrań i szczoteczkę do zębów. W wyniku zamieszania część zawartości walizki wydostaje się na zewnątrz. I o co chodzi z dziwnymi wydarzeniami w Nowym Jorku?
Po uniwersum J. K. Rowling zawsze spodziewam się najlepszego. Tym razem to, co otrzymałam ociera się trochę o granicę niezadowolenia i już wyjaśniam o co mi chodzi. Uważam, że Fantastyczne zwierzęta to bardzo dobry film. I z pewnością byłby jeszcze lepszy, gdyby nie należał do świata Harry'ego Pottera. Przeniesienie akcji do Nowego Jorku zdecydowanie zabrało filmowi trochę klimatu, a amerykanizacja wcale nie dodała mu uroku. Z pewnością fajnie było zobaczyć, jak działał magiczny światek w Stanach Zjednoczonych, ale jakoś w ogóle nie udało mi się odnieść tego filmy do tych ośmiu wcześniejszych na podstawie powieści. Mimo wszystko cieszę się na kolejne filmy, które są już zapowiedziane na filmwebie.

Dziewczyna z pociągu 2016

I trzeci, ostatni film, który widziałam w kwietniu. Od razu uprzedzam, że nie czytałam książki.
Rachel (Emily Blunt) to kobieta z przeszłością. Codziennie jeździ tym samym pociągiem na tym samym miejscu. Codziennie przejeżdża obok swojego dawnego życia i codziennie obserwuje kobietę, która z sukcesem zajęła jej miejsce. Kiedy okazuje się, że w sąsiedztwie znika kobieta, którą Rachel widziała kilka dni wcześniej w objęciach mężczyzny, który nie jest jej mężem. Postanawia pomóc ją odnaleźć.
Dawno się tak nie wynudziłam na filmie. I nie uważam, że nie warto go oglądać, bo strefa psychologiczna z pewnością zainteresuje niejednego. Po prostu realizacja nie sprawdziła się tu w ogóle. Gdyby tylko akcja była odrobinę bardziej wartka i mniej przepełniona smętami (oraz niepotrzebną narracją), z pewnością nie czułabym takiego niedosytu. 
I nigdy nie spojrzę już tak samo na korkociąg. 

SERIALE

Seriale ostatnio żądzą w moim życiu, więc i ich nie mogło zabraknąć.

Trzynaście powodów

Hannah Baker (Katherine Langford) popełniła samobójstwo. Przed śmiercią nagrała 13 wiadomości na kasetach magnetofonowych, w których zwraca się do trzynastu osób, które jej zdaniem przyczyniły się do jej decyzji o odebraniu sobie życia. Jedną z tych osób jest Clay Jensen i to z jego punktu widzenia poznajemy historię Hanny.
O Trzynastu powodach mogłabym mówić długo. To jeden z tych seriali, które rozkręcają się i dopiero w ostatnich odcinkach wiele się wyjaśnia i staje się bardzo emocjonujące. Można się wybrać na wycieczkę po umyśle Hanny i obserwować, jak stopniowo załamuje się na duchu i w końcu coś w niej pęka. To jest taki serial, który warto obejrzeć do końca.


Wielkie kłamstewka

Reklamę Wielkich kłamstewek widziałam na początku roku na HBO. I wtedy jakoś przeszłam obok tego serialu obojętnie, bo wydawał się on typowo amerykańską produkcją o kobietach, które mają wszystko. Łącznie z wymyślonymi problemami. Widząc jednak dość dobre oceny, puściłam go sobie i obejrzałam.
Do miasteczka Monterey w Kalifornii przeprowadza się młoda kobieta z synem. Jane (Shailene Woodley) to samotna matka szukająca spokoju dla siebie i synka, Ziggy. Dwie przyjaciółki Madeline (Reese Whiterspoon) oraz Celeste (Nicole Kidman) włączają Jane do swojego kręgu przyjaźni. Szybko okazuje się, że nie wszystko w miasteczku jest takie cukierkowe i czyste, jak mogłoby się wydawać na początku. Ktoś popełnia zbrodnię.
Serial Wielkie kłamstewka został zrealizowany na podstawie powieści Liane Moriarty o tym samym tytule i po obejrzeniu wersji telewizyjnej mam ogromną ochotę sięgnąć po książkowy pierwowzór. Myślę, że na blogu pojawi się osobna recenzja tego serialu, więc nie będę się tutaj specjalnie rozpisywać.
Ogólnie Wielkie kłamstewka to przede wszystkim studium charakterów i strefy psychologicznej. W dodatku przepięknie zrealizowanym serialem. Polecam!

To były dwa seriale, które zaczęłam oglądać w kwietniu. Poza tym oczywiści jest kilka, które planowałam zobaczyć, albo odświeżyć lub też poznać kolejne losy bohaterów.

Doctor Who sezon 10

Jak wiecie Doctor Who to mój absolutnie ulubiony serial, więc niecierpliwie czekałam na kolejny sezon i się doczekałam. W tym momencie obejrzałam wszystkie odcinki 10. sezonu, które już wyszły i jestem bardzo zadowolona.
Mam wrażenie, że nowa towarzyszka Doktora jest świetnym powiewem świeżości, a relacja między tą dwójką rozwinęła się naprawdę w świetnym kierunku. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że sezon utrzyma poziom i będę ze smutkiem żegnać nie tylko Capaldiego, ale także Pearl Mackie. Ale trochę z radością Stevena Moffata!


Słodkie kłamstewka sezon 7B

I na koniec serial, który powinien się był skończyć już po drugim albo trzecim sezonie. I szczerze, nie mam pojęcia, dlaczego wciąż czekam na kolejne odcinki, bo to, co producenci zrobili z fabułą, bohaterami i ogólnym klimatem, to zbrodnia przeciwko fanom.
To, co zdążyłam zobaczyć, to tylko potwierdzenie mojej teorii i tego pożegnania nie mogę się doczekać. Bo to już definitywnie ostatni sezon.


KSIĄŻKI

And the last but not least. Książki. Książki, których było aż 4.

Zacznę od tych, które nie zrobiły na mnie większego wrażenia.

Fangirl - Rainbow Rowell

O tej książce słyszałam tyle dobrego, ale tak naprawdę kompletnie nie przypadła mi do gustu. Szczerze mówiąc, musiałam sprawdzić, o czym była, bo kompletnie nie pamiętam. 
Wren i Cath to bliźniaczki, które właśnie rozpoczynają naukę w college'u. Ku niezadowoleniu introwertycznej Cath, jej siostra nie chce mieszkać z nią, w związku z czym ta zmuszona jest do dzielenia pokoju z nieznajomą. Współlokatorka Cath okazuje się imprezowiczką, więc z tych różnic wynikają pewne zgrzyty napędzające pewne zmiany w charakterze Cath. A! I Cath prowadzi bloga z fanfiction.
To, co mogę zarzucić tej książce, to z pewnością sztampowi bohaterowie i cała masa stereotypów. Autorka nawet nie próbowała przełamać ich w jakikolwiek sposób. Język też nie powala, a fragmenty będące wyrywkami z fanfiction albo książek, którymi inspirowała się Cath, musiałam omijać.
Jako literatura młodzieżowa może się jakoś sprawdza. Jednak czytałam lepsze młodzieżówki.

Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno - Kirsty Moseley

I kolejna książka z dziedziny młodzieżówek. Sama nie wiem, czemu po nie sięgam, bo zawsze jestem zawiedziona, ale w sumie bawię się dobrze wyłapując głupoty w treści.
Amber co noc towarzyszy w łóżku Liam. Bynajmniej nie w erotycznym sensie. Od dzieciństwa Liam swoją obecnością odgania demony przeszłości dziewczyny, pomagając jej zasnąć. Brat Amber z pewnością nie byłby specjalnie szczęśliwy, gdyby dowiedział się, że jego przyjaciel sypia z jego siostrą.
Chłopak... to przede wszystkim opowieść o rodzącej się miłości nastolatków, akceptacji tej miłości przez najbliższych oraz demonach z przeszłości. Szkoda, że dobry pomysł został zmarnowany przez okropnie infantylny język. Autorce gdzieś w połowie umknął wątek i dorzuciła węgla do pieca. Mokrego węgla.
Sama część związana z rodzeniem się miłości między głównymi bohaterami mogę jakoś kupić, pomijając wątek najbardziej idiotycznego zakładu w historii zakładów. Problem mam z postaciami pobocznymi, które są wyłącznie pionkami, ułatwiającymi autorce prowadzenie wątku. I tyle.

Czerwony kapitan - Dominik Dán

Schyłek Czechosłowacji. Na cmentarzu zostaje wykopana trumna z gwoździem w głowie. Detektyw Krauz próbuje odkryć tajemnice dawnego kościelnego Karola Kloknera i jego śmierci. Ślady prowadzą go w stronę komunistycznych organizacji. A może i starszych sekretów.
Pisałam już, że Czerwony kapitan to moje pierwsze spotkanie ze słowacką literaturą i, choć ciężko mi się czytało, z pewnością nie ostatnie.

Maestro - Geir Tangen

To moja pierwsza współpraca recenzencka i dlatego pojawi się osobny wpis na temat Maestra.
Dziennikarz Viljar Godmunsson otrzymuje dziwnego maila, w którym nadawca zapowiada, że zabije człowieka, który umknął sprawiedliwości. Kiedy niedługo później ginie kobieta, okazuje się, że nie był to zwykły żart. Dziennikarz dostaje kolejne wiadomości z zapowiedziami śmierci. O co chodzi tajemniczemu mordercy? Co ma z tym wszystkim wspólnego Viljar? I dlaczego to właśnie do niego pisze morderca?
O tym już niedługo.


***
Jak widać, kwiecień nie był najgorszym miesiącem, jeśli chodzi o czytanie i oglądanie seriali (i filmów też), a w zasadzie powiedziałabym, że optymalnym. Nawet, jeśli połowa książek nie przypadła mi do gustu, to uważam, że tak czy inaczej warto było się o ich jakości przekonać na własnej skórze. Zaczęłam także oglądać dwa inne seriale, o których jednak napiszę dopiero w kolejnym podsumowaniu, bo nie zdążyłam z moimi przepisowymi trzema odcinkami.

A jak tam u was wypada podsumowanie kwietnia? (Możecie linkować)