Zielona Małpa: Dlaczego nigdy nie będę blogerką urodową?

czwartek, 15 czerwca 2017

Dlaczego nigdy nie będę blogerką urodową?

Czasem zastanawiam się, czy nie pójść na łatwiznę z całym tym blogowaniem i nie zostać blogerką urodową, makijażową czy jakąkolwiek inną, piszącą o kosmetykach. W końcu jestem kobietą, nie? Oczywiście za każdym razem, kiedy takie myśli kiełkują w mojej głowie, pojawia się też jedno wielkie: nie bądź głupia! Bo powodów, by nie zmieniać tematyki bloga na już wspomniane, jest kilka.

Numero uno: nie umiem często zmieniać kosmetyków

Wychodzę z założenia, że działanie kosmetyków pielęgnacyjnych można ocenić dopiero po pewnym czasie. Balsam do ciała, którego używam obecnie, na początku sprawdzał się doskonale. Nawilżał moją skórę i nie powodował swędzenia, które dokuczało mi dość złośliwie zimą. Jednak, kiedy jest już prawie na wykończeniu, przestał być tak przyjemny w stosowaniu. Problem w tym, że nie wiem, czy jest to spowodowane balsamem, czy jakimś innym czynnikiem, którego jeszcze nie zidentyfikowałam.
Takie podejście niestety nie sprzyja testowaniu wszystkiego, co popadnie.
Jeśli coś się sprawdza, to zostaje.
Zmieniam sprawdzone kosmetyki tylko w trzech przypadkach:

  • produkt zostaje wycofany z produkcji,
  • produkt zmienia skład na niesprzyjający mi,
  • ktoś poleci mi coś w podobnej cenie, ale lepszego w działaniu.


Numero dos: nie stać mnie na kosmetyki

Może jest to najgłupszy powód, a może najbardziej oczywisty, ale w tym momencie stoję dopiero przed moją wielką karierą przez duże K. Mój budżet "na pierdoły" jest więc niezwykle ograniczony, w związku z czym kupowanie kosmetyków nie tylko mnie nie bawi, ale wręcz wywołuje u mnie poczucie winy. A żeby otrzymywać od firm kosmetyki do testów, trzeba najpierw swoje na nie wydać i na blogu opisać.
Poza tym wolę mieć, co jeść (na przykład taką pyszną, tuczącą czekoladę).

Numero tres: makijaż to dla mnie nadal czarna magia

Nie twierdzę, że nie potrafię nic zmalować sobie na twarzy, bo to byłoby kłamstwem (lata oglądania tutoriali na YouTubie czegoś mnie nauczyły - czego? To za moment). Jednak w porównaniu z tym, co czasem widuję na takich blogach, jestem przedszkolakiem w tych sprawach. Umiem nałożyć podkład, przypudrować się, pomalować rzęsy, ogarnąć brwi (przy których ostatnio się skapnęłam, że jedna jest wyżej od drugiej i czeka mnie kilkumiesięczne dorastanie włosków, żeby jednak przynajmniej były na tej samej wysokości - kształt im odpuszczam) i przy dobrych wiatrach walnąć sobie kreskę, która na obu powiekach wygląda w miarę tak samo. Z daleka.
Nie uważam, że to źle, bo lubię w każdej sytuacji mimo wszystko przypominać siebie, ale jako blogerka urodowa nigdy nie wyszłabym z powijaków. Co ja się oszukuję, jako Zielona Małpa też pewnie nigdy z nich nie wyjdę.


Numero quatro: nie używam zbyt wielu kosmetyków

Jestem daleka od stwierdzenia, że w kwestii ilości kosmetyków wyznaję minimalizm, ale lubię mieć tyle kosmetyków, ile potrzebuję.
Czeka mnie w najbliższym czasie przeprowadzka, co stało się doskonałą wymówką, żeby przejrzeć zawartość szaf i pudełek. No i w trakcie tego przeglądania zauważyłam, że mam kilka sztuk kosmetyków, które z całą pewnością nie nadają się już do użytku. To te, których nie udało mi się nigdy skończyć. Poza nimi mam same kosmetyki, których realnie używam i zawsze staram się wyciskać je do końca, żeby nie wyrzucać pieniędzy w błoto.
Jest też niewiele kosmetyków, które w trybie ciągłym testuję. Mam problem jedynie z antyperspirantami (które stanowią większość wspomnianych przeterminowanych kosmetyków, o których była mowa) i masą szpachlową... Ekhem... Podkładem. Kolorystycznie, konsystencyjnie oraz trwałościowo.


Numero cinco: nie wszystko jest dla każdego

Nie jestem pewna, czy byłabym w stanie recenzować kosmetyki. Mam czasem nawet problem nawet z pisaniem recenzji książki, czy serialu.
Wychodzę z założenia (chyba słusznego), że nie wszystko jest dla wszystkich. A w szczególności kosmetyki, które często zawierają w sobie tyle składników uczulających, że głowa mała. Nie mogłabym żadnego kosmetyku polecić z czystym sumieniem. Nawet koleżankom nie polecam, a co dopiero szerokiej publiczności?


Numero seis: nie kręci mnie to

Przeszliśmy do sedna sprawy. Po co marnować czas na coś, co ani nie daje nam pieniędzy, ani nie relaksuje, ani nawet nie sprawia przyjemności? Jeśli coś daje przynajmniej jedną z tych trzech korzyści, to warto to robić, o ile oczywiście mieści się to w granicach moralności. Powodów, dla których nigdy nie zostanę blogerką urodową, mogłabym szukać, szukać, szukać, ale będę z tobą szczera - po prostu mnie to nie kręci.