Zielona Małpa: Instytut Jakuba Żulczyka, czyli kompletne zamknięcie

czwartek, 8 czerwca 2017

Instytut Jakuba Żulczyka, czyli kompletne zamknięcie

instytut jakub żulczyk recenzja zielona małpa
Muszę ogłosić mały prywatny sukces. Udało mi się przeczytać pierwszą książkę z mojej listy książek do przeczytania założonej na początku tego roku. Lista ciągle się powiększa, ale dopiero skreślenie pierwszego tytułu sprawiło, że poczułam, że ma ona sens. Za rekomendację dziękuję Kac Killerowi.

Wspomniana książka to Instytut Jakuba Żulczyka.

Agnieszka, główna bohaterka, budzi się pewnego dnia i zauważa, że wraz ze współlokatorami i gośćmi została zamknięta w swoim mieszkaniu. Jej telefon nie działa, ktoś uciął kabel od internetu, nikt nie reaguje na krzyki i hałasy. Jedyną poszlaką na to, kto zamknął ich w mieszkaniu, jest wiadomość TO NASZE MIESZKANIE.

W Instytucie przeszłość miesza się z teraźniejszością. Teraźniejszość jest przerażająca, klaustrofobiczna, a atmosfera gęsta. Jedna wielka niewiadoma i sto pytań, na które nie ma odpowiedzi. Przeszłość głównej bohaterki, widziana jej oczami, nie pozostawia złudzeń, że Agnieszka to kobieta doświadczona w wielu sprawach i zniszczona przez innych.

Książka jest beznadziejna. Jednak nie chodzi mi tu o to, że jest zła, tylko że podczas czytania ma się wrażenie, że działania do niczego nie prowadzą, a przyszłość stoi pod dużym znakiem zapytania. Dodatkowy gwoźdź do trumny stanowi język, jakim Instytut został napisany. Twardy, prawdziwy, pozbawiony ozdobników, nawet wulgarny. W połączeniu z rozwojem akcji powoduje uczucie dyskomfortu i niepokoju. Ani razu nie przechodzi w głęboki strach, chyba że ktoś potwornie boi się zamknięcia, wtedy pewnie przekroczy się granicę niepokoju w tej książce.

Dlaczego Instytut? Mieszkanie, w którym zamknięta zostaje Agnieszka wraz ze współlokatorami, zostało przed laty opatrzone taką tabliczką. A skoro nikomu to nie przeszkadza, to po co to zmieniać?

Agnieszka, w retrospekcjach, wspomina swoją młodość, macierzyństwo, małżeństwo, pokazując, że życiowo znalazła się w sytuacji z bardzo kiepskim wyborem wyjść. Za to z całą pewnością przeżywa drugą młodość, mieszkając ze znacznie młodszymi od siebie ludźmi.


Czy warto sięgnąć po tę książkę? Myślę, że z całą pewnością mogę polecić ją osobom, którym nie straszny jest twardy i dość wulgarny język narracji. To, co mi nie końca się spodobało, to mieszanie czasu teraźniejszego i przeszłego. Rozumiem, że miało to na celu wywołanie dezorientacji, ale ja po prostu nie jestem zwolenniczką czasu teraźniejszego w powieściach w ogóle. Szczególnie, jeśli autorowi brakuje konsekwencji (choć przyznaję, że sama tej konsekwencji nie mam, ale blog to chyba trochę inna dziedzina twórczości).

Zakończenie również pozostawia wiele do życzenia. Miałam wrażenie, że autor pisał i pisał, aż stwierdził, że może dość już narobił bigosu bohaterom i warto jakoś to zakończyć. Więc wyszło trochę słabo i bez sensu. Jednak dla klimatu i emocji zdecydowanie warto sięgnąć po Instytut i docenić polskich pisarzy (innych niż tylko Remigiusza Mroza).