Zielona Małpa: Social Media, czyli piąta (?) władza

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Social Media, czyli piąta (?) władza

Ogólnie nie przepadam za Social Media. Uważam, że czasy poprzedzające moje pierwsze zalogowanie do naszej klasy miały swój urok. Choć przyznam, że możliwość pisania ze znajomymi z wakacji stała się wtedy głównym argumentem za Social Media. Z tym, że wtedy nikt ich tak nie nazywał. Nieważne jednak, jaką nazwą je ochrzcimy, zawsze pozostaną tym samym - sposobem komunikacji i złem wcielonym.

Ekspansja Social Media

Zauważyłam, że próbujemy rozszerzać zasięg na różnego rodzaju portalach społecznościowych. Kilka lat temu, kiedy zaczęłam korzystać z naszej klasy, była ona skierowana głównie do osób z naszych szkół. Po jakimś czasie miałam w znajomych dodatkowo całą moją wioskę, potem gminę a potem rodzinę z wszystkich zakątków Polski.

Facebook również na początku skierowany był do studentów uniwersytetu, na który uczęszczał Mark Zuckerberg. Następnie do studentów i uczniów w całych Stanach Zjednoczonych i  w końcu do ludzi na całym świecie i w każdym wieku.

Kolejne portale i aplikacje od razu pozwalały zdobyć znajomych na całym świecie. Mam wrażenie, że odkąd celem stało się zdobycie jak największej ilości polubień, przestał mieć znaczenie pierwiastek kontaktu z ludźmi.

Przy okazji zastanawia mnie, co będzie następne. Kosmos?

Handel wymienny

Już za czasów naszej klasy śmiano się z komentarzy pod zdjęciami typu "Śliczna fotka" i "Ale fajnie!". Komentarz dla komentarza, sztuka dla sztuki. Sama pamiętam moją konsternację podczas sprawdzania, co mi znajomi napisali przy świeżo dodanym zdjęciu. Jedno i to samo, nic odkrywczego. Ale z drugiej strony każdy komentarz sprawiał mi przyjemność.

Kiedy dostrzeżono potencjał blogów i okazało się, że mogą one przynieść pewną popularność wśród określonej grupy czytelników, zaczęły pojawiać się propozycje komentarza za komentarz, obserwacji za obserwację. Zawsze jest to jakiś sposób na zdobycie popularności, czy nie? O zarabianiu na prowadzeniu bloga nawet nie wspomnę.

To wykorzystuje się też ostatnio w Social Media. Zwiększanie zasięgów to cel sam w sobie, dlatego wciskamy się wszędzie, gdzie się da. Czasem nie zwracamy uwagi na konsekwencje, bo przecież nas nie dosięgną. Nie?
Zdjęcie: Jon Asato Unsplash

Krok w każdą stronę...

Żeby ludzie czytali twojego bloga, w którego wkładasz całe serce, duszę, czas i nerwy, nie wystarczy już tylko pisanie na nim. Niestety, sama założyłam bloga w momencie, kiedy blog nie był już niczym wyjątkowym. Sama nie czułam wtedy potrzeby przygarnięcia dużej publiczności, ale zaczęły pojawiać się nowi czytelnicy a apetyt rośnie w miarę jedzenia.

W 2015 roku postawiłam kropkę nad i przenosząc bloga na własną domenę. Na własny hosting się nie odważyłam, ale mam to już w planach. Ku mojemu rozczarowaniu odkryłam (po trzech latach od założenia), że blog to za mało. Dlatego na stronie na Facebooku zaczęłam obok linków do bloga umieszczać również zdjęcia, linki do filmów na YouTube czy też słowne komentarze.

Założyłam też konto na Instagramie. Początek tej przygody bynajmniej nie przypominał startu rakiety i do dziś nie przypomina. Brakuje motywacji do "obczajenia" i robienia zdjęć jedzenia (wciąż zjadam, zanim zdążę sobie przypomnieć, że moje jedzenie należy też do reszty świata). Dużo jeszcze muszę się tu nauczyć, aczkolwiek muszę przyznać, że Instastories przyciągnęły moją uwagę i czasem nawet "odważam się" pokazać ułamek mojego dnia.

ale też krok do tyłu

Odkąd zaczęłam tworzyć wokół bloga otoczkę z Social Media, zaniedbałam nieco bloga. I co ciekawe, zwiększyła się liczba osób, które tu trafiają. Przyznam, że część przychodzi z różnych grup na Facebooku, w których można rozruszać bloga i Social Media wokół niego. Mimo wszystko część z tych osób wraca mimo moich odczuć, że na blogu już nie jest tak dobrze, jak kiedyś.

Czy więc jakość mojego bloga ma w ogóle znaczenie? A może wystarczą Social Media? W końcu osoby wystawiające swoje twarze i idealne ciała na idealnym tle w idealnym domu są bardziej znane z fotek na Instagramie niż ja będę kiedykolwiek. Przemawia przeze mnie pewna zazdrość, której chciałabym się pozbyć, ale czy treść naprawdę straciła już znaczenie?

Chyba pora skupić się znów na blogowaniu, a Social Media potraktować jak dodatek. Ostatnio niestety było inaczej. Chciałabym, aby ten blog był moim miejscem i jego treść przyciągała. Skupiając się na przyciąganiu zapomniałam właśnie o tej treści, która przyciąga i zmusza do zostania na dłużej.

Wpis ten powstał jakiś czas temu jako wylanie żalu, że mi nie idzie, ale trochę go gdzieniegdzie podrasowałam i postanowiłam jednak opublikować. W międzyczasie zmieniłam swoje założenia i podejście do niektórych spraw związanych z mediami społecznościowymi, dlatego moje żale przepuść przez jakieś porządne sitko. Trzymaj się ciepło.